Obroty są niskie, więc nie ma powodów, by traktować poprawę notowań inaczej, jak ruch powrotny do przełamanej wczoraj krótkoterminowej linii trendu wzrostowego. Popyt nie zdołał nawet wyjść ponad górną granicę poniedziałkowej luki bessy, rozciągającej się pomiędzy 1100-1104 pkt.
Przede wszystkim musi niepokoić zachowanie w ostatnich dniach sektora bankowego, z Pekao na czele. Jeśli spojrzeć na wykresy indeksów branżowych to widać, ze jesteśmy bardzo blisko średnioterminowych rozstrzygnięć w tym sektorze. Indeks cenowy banków, obliczany przez PARKIET, znalazł się wczoraj na poziomie dolnej granicy dwumiesięcznej konsolidacji, więc każdy kolejny jego spadek będzie oznaczał powrót do trendu zniżkowego. To otwierałoby drogę do przeceny o skali podobnej do tej ze stycznia. W przypadku WIG-Banki jest lepiej, bo od kluczowego wsparcia przy 20,5 tys. pkt. dzieli indeks jeszcze 500 pkt. Jednak trwająca od początku lutego korekta nie była zbyt mocna. Na pewno nie była wystarczająca, by zapowiedzieć zakończenie rozpoczętego w styczniu trendu malejącego. Jeśli przyjrzeć się wykresom poszczególnych banków to też można powiedzieć, że każdy kolejny większy spadek będzie miał średnioterminowe konsekwencje. BPH PBK znalazł się wczoraj na wysokości dwumiesięcznej linii trendu, Pekao od ogromnie ważnego wsparcia w okolicach 85 zł dzieli tylko 2 zł, BZ WBK i BRE są nadal w wyraźnych trendach spadkowych, choć na wykresie tego ostatniego widoczna jest wciąż niewielka formacja odwróconej głowy z ramionami dająca nadzieję na wzrost do 79 zł.
Wielkość poniedziałkowych spadków na świecie także nie pozostawia większych złudzeń, że wojenna hossa zakończyła się i rynki wracają do trudnej rzeczywistości ekonomicznej. W eurolandzie ostatnie spadki zabrały już ponad połowę wcześniejszego wzrostu. Przekroczenie 2/3 tej zwyżki będzie ostatecznie przesądzać o powrocie do bessy.