Do wczoraj wszystko wydawało się dość jasne. Nastąpiło wybicie z dwumiesięcznego trendu bocznego i na tej podstawie można było oczekiwać dotarcia WIG20 przynajmniej do 1185 pkt. Jednak wczoraj wybicie załamało się, co w krótkim terminie znacznie utrudnia ocenę sytuacji. Na wieszczenie rozpoczęcia nowej fali bessy jest jeszcze za wcześnie, z drugiej strony trudno liczyć na szybki powrót do wzrostu zwłaszcza wobec dużej słabości sektora bankowego.
Warto odnotować, że Pekao przełamał wczoraj linię ponad dwumiesięcznego łagodnego wzrostu, co trzeba traktować jako ostrzeżenie przed głębszą przeceną. BPH PBK oddał prawie wszystko to, co zyskał w poprzednich miesiącach. Wciąż słaby jest BZ WBK. ING BSK poinformował o redukcji 10% personelu, co jest raczej sygnałem, że bank nie liczy na wzrost zainteresowania jego produktami, a próby poprawienia wyników opierać się będą nie na rozszerzaniu działalności, a ograniczaniu kosztów.
Nie jest łatwo stawiać jednoznaczną hipotezę dla rynków zagranicznych, szczególnie amerykańskich. Dotychczas opublikowane wyniki są zgodne, albo nieco lepsze od prognoz. Amerykańskie wskaźniki od miesiąca poruszają się w trendzie bocznym i trudno jest stwierdzić, czy jest to przystanek przed kontynuacją zwyżki, czy budowanie formacji wierzchołkowej. W krótkim terminie ze świata nie płynie dla naszego parkietu wyraźny sygnał, w którą stronę podążać.
W tej sytuacji dzisiejsze notowania mogą wiele wyjaśnić. Zamknięcie poniżej połowy wczorajszej świecy przy małej aktywności inwestorów potwierdzałoby słabość rynku. Ich ożywienie i spory wzrost jeszcze bardziej komplikowałby sytuację.