W sumie WIG20 do południa zyskiwał na wartości i osiągnął poziom 1129 pkt. Potem koniunktura zaczęła słabnąć i indeks obniżył się do 1122 pkt. Zmiany są zatem kosmetyczne i trudno mówić, by te notowania wniosły cokolwiek nowego do obrazu rynku.
To, co najbardziej zwraca uwagę to dalsza słabość banków. Indeks cenowy PARKIET-u dla tego sektora już kilka sesji temu przebił tegoroczne minimum, zapowiadając trwalszą przecenę. Indeks obliczany przez GPW, czyli WIG-Banki utrzymuje się jeszcze ponad lutowym dołkiem, ale ostrzeżeniem jest w jego przypadku przecięcie linii łączącej kolejne dołki od połowy lutego. Bez banków trudno rosnąć rynkowi tym bardziej, że większość dużych spółek i tak jest wysoko wycenionych, a nie zanosi się, aby w pierwszym półroczu 2003 wyniki znacząco się poprawiły. Symptomatyczna jest ocena Merrill Lynch, w której prognoza tegorocznego zysku Prokomu została obniżona o 40%.
Osobną kwestią jest słabość naszego parkietu względem innych rynków. Tutaj moje prognozy szczególnie dla DAX-a i Nasdaqa biorą w łeb, bo pierwszy zakwestionował możliwość powstania formacji zwyżkującego trójkąta, drugi przebił poprzednie maksimum. To w zasadzie stwarza możliwość dalszego wzrostu ich wartości. I jak zawsze w wypadku słabości naszego rynku względem świata można się zastanawiać, czy w pewnym momencie nie nadrobimy zaległości (jak to w przeszłości bywało), czy też tą słabość trzeba traktować jak dobrą monetę i na jej podstawie wróżyć powrót spadku w niedalekiej przyszłości.
Dla rynków amerykańskich duże znaczenie będzie miała "Beżowa Księga". Ta ocena stanu amerykańskiej gospodarki będzie weryfikować oczekiwania inwestorów na dalszą wyraźną poprawę koniunktury.