Wydaje się, że na inwestorów negatywnie oddziałuje niejasna sytuacja na polskiej scenie politycznej - w piątek ma być głosowane wotum zaufania dla rządu, brak jest jednoznacznego projektu reformy finansów państwa, pojawiające się propozycje są niespójne ( w poniedziałek premier mówi o podatku liniowym, a na posiedzeniu rządu nic się o tym nie wspomina). Naciski na NBP, by zgodził się na wykorzystanie rezerwy rewaluacyjnej otwierają ponownie pole konfliktu. Dziś prezes NBP L. Balcerowicz powiedział, że bank nie zgadza się na wykorzystanie rezerwy rewaluacyjnej w budżecie. Przypomnijmy, że wcześniej była zgoda jedynie na spłatę zadłużenia za pomocą tych środków.

Do tego dochodzi sytuacja na Węgrzech. Wczoraj bank centralny podniósł stopy procentowe, by bronić forinta przed dalszym osłabieniem. Giełda straciła blisko 4% i dziś do południa spadała nadal, choć już mniej intensywnie. Zamieszanie w węgierskiej gospodarce przy wysokim deficycie budżetowym i obrotów bieżących, przy sporej inflacji i kursie walutowym wygląda niebezpiecznie, choć straszenie poważniejszym kryzysem byłoby chyba przedwczesne.

WIG20 nie wiele zmienił swoją sytuację techniczną. Co prawda przełamał wsparcie przy 1210 pkt, ale to zbyt mało by mówić o utrwaleniu tendencji. W tej chwili losy koniunktury są w rękach banków. One pociągnęły w maju indeks w górę i gdyby teraz ich notowania zaczęły słabnąć, byłby to istotny sygnał na przyszłość. Dziś słabo wypada Pekao, ale on mocno zachował się wczoraj. Drugi dzień zniżkuje BZ WBK, ale po serii wzrostów jest to dość naturalne schłodzenie koniunktury. Słabo też wypada BPH PBK, ale w sumie kursy banków nie spadają po więcej niż 1%. Trudno więc mówić o jakimś przełomie.