W górę idą wszystkie spółki z WIG20, oprócz Świecia. To też pokazuje, jak dobre nastroje są na rynku. Nie przeszkadzają wysokie wyceny akcji, niestraszne jest to obserwowane od pewnego czasu schłodzenie atmosfery na zagranicznych giełdach. Wygląda trochę tak, jakby ktoś w poprzednich tygodniach zaspał i teraz chciał nadrobić zaległości. Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi na myśl to oczywiście OFE, ale tak naprawdę niema to większego znaczenia kto stoi po stronie popytu. Póki utrzymuje się on na rynku, indeksy mogą rosnąć. Ułatwia to też dość skromna podaż na ostatnich sesjach. Jeśli nie liczyć 3-4 największych spółek, to na pozostałych obraca się niewiele akcji. W tym gronie mamy CPL, PKM, BZ WBK, AGR i nawet SFT, którym a wiosnę bardzo aktywnie handlowano.

Już na początku notowań WIG20 znalazł się powyżej bardzo ważnego oporu w okolicy 1285 pkt. Jest on związany z 61,8-proc. zniesieniem ubiegłorocznej fali spadkowej oraz dołkiem z maja ub.r. Utrzymanie się do końca dnia indeksu ponad 1285 pkt będzie pozwalało z nową dozą optymizmu myśleć o najbliższej przyszłości. Kluczowe jest jednak pytanie, czy rzeczywiście uda się bykom utrzymać tak wyraźną przewagę. Wątpliwości są związane głównie z perspektywami dla rynków zagranicznych. Pomimo wzrostu z początku dzisiejszej sesji na indeksach eurolandu zaznaczyły się wyraźne krótkoterminowe trendy spadkowe, a słabe dane z amerykańskiego rynku pracy nie do końca chyba zostały zdyskontowane we czwartek. Do tego dochodzi zbliżający się czas publikacji wyników za II kwartał przez amerykańskie spółki. Musiałyby one być naprawdę rewelacyjne, aby uzasadnić obecne wyceny i dać nowy impuls do zwyżki. Jest to mało prawdopodobne.

Ocenić wpływ tych czynników na nasz rynek nie jest jednak łatwo, bo w krótkim terminie widzimy dużą siłę naszego parkietu. Warto jednak zauważyć, że zarówno WIG20 jak i S&P500 odrobiły po 2/3 ubiegłorocznego spadku. A w dłuższej perspektywie widać największą korelację naszego indeksu właśnie z "pięćsetką".