Na razie można oczekiwać, że WIG20 dotrze do dolnej granicy trendu bocznego, w jakim porusza się od połowy lipca. Wyznacza ją poziom 1330 pkt. Takie przewidywania potwierdziłby spadek poniżej połowy poniedziałkowej świecy, czyli 1365 pkt. Teraz WIG20 ma 1367 pkt. Widać więc, że byki próbują powstrzymać zniżkę właśnie w okolicy wsparcia.
Cały czas cieniem na rynku kładzie się sprawa wyników za II kwartał. W przypadku największych spółek trudno w nich dopatrzeć się uzasadnienia dla obecnych wycen i tym bardziej trwania wzrostu. Przyczyn dobrych nastrojów można upatrywać jedynie w nadziejach, że kolejne kwartały okażą się dużo lepsze. Ale jak to z oczekiwaniami bywa nie zawsze znajdują potwierdzenie w rzeczywistości.
Wciąż bez rozstrzygnięć jest sytuacja na światowych giełdach. Widać, że kupujący mają coraz mniejszą ochotę płacić wygórowaną cenę za akcje, a coraz częściej pojawiają się głosy, że wzrost rentowności obligacji tworzy konkurencyjną ofertę ze strony bezpiecznych instrumentów. W krótkim czasie można cieszyć się z realokacji aktywów z obligacji w akcje, ale ten czynnik też jest wątpliwy, bo co to za realokacja, która nie przyczynia się do wzrostu cen akcji, a jedynie utrzymuje ich ceny na niezmienionym poziomie. Kiedy się skończy dojdzie prawdopodobnie do spadku kursów, niewykluczone że bolesnego. Przypomnijmy tylko, że w USA wskaźniki nastrojów inwestorów są skrajnie optymistyczne, utrzymuje się bardzo wysoki udział drobnych inwestorów, a wskaźnik sprzedaży/kupna akcji przez insiderów jest na jeszcze wyższym poziomie niż na szczycie internetowej hossy, pokazując, że ta grupa posiadaczy akcji zupełnie nie wierzy w lepszą przyszłość firm.
Dziś sporo danych makro z USA. Pierwsze z nich o 14.30 - wzrost PKB w II kwartale i cotygodniowy raport z rynku pracy. Gorsze dane od oczekiwań przy obserwowanych ostatnio nastrojach będą źle przyjęte, zgodne z oczekiwaniami niewykluczone, że też.