Rynku kapitałowe w obu krajach zachowują się ostatnio podobnie - trwa wyprzedaż obligacji, akcje są bardzo słabe. Można zapytać co działoby się na tych rynkach, gdyby nie wciąż niezła koniunktura na największych parkietach świata.
U nas zupełnie nie widać kupujących. Można to wiązać z przeceną obligacji. W wyniku spadku cen papierów dłużnych w portfelach funduszy rośnie relatywnie udział akcji. Aby go utrzymać na niezmienionym poziomie trzeba sprzedawać walory spółek. W przeważającej liczbie przypadków są one znacznie przewartościowane, więc nie może dziwić, że nie znajdują się chętni do ich odkupienia nawet po wyraźnej zniżce. Inwestorów zagranicznych może powstrzymywać ryzyko kursowe. Coraz częściej mówi się, że forint jest przewartościowany i aby pomóc zneutralizować rosnący deficyt obrotów bieżących będzie musiało dojść do jego osłabienia. Już wczoraj testował on poziom 260 forintów wobec euro. Dziś znów go przekracza. Gdyby rzeczywiście doszło do deprecjacji węgierskiej waluty na większa skalę odbiłoby się to też na kondycji złotego.
Na początku tygodnia wydawało mi się, że ten tydzień WIG20 spędzi na konsolidacji wokół 1450 pkt. Na razie ten scenariusz realizuje się. Główne wsparcie to nadal 1415 pkt. Jego przełamanie otwierałoby drogę do realizacji zasięgu po wybiciu z konsolidacji. Jej wysokość to ok. 200 pkt, co zapowiada zniżkę WIG20 w rejon 1280 pkt. Silną barierę podażową tworzy poziom 1470 pkt. Dopóki indeks nie zamknie się ponad nim trzeba liczyć się z dalszą przeceną.
Symptomatyczne jest zachowanie MACD. W ujęciu dziennym ten popularny wskaźnik podążający za trendem znajduje się na najniższym poziomie od wiosny tego roku. To najdobitniej świadczy, że trend na giełdzie się zmienił na spadkowy. Teraz pozostaje wypatrywać sygnałów trwalszej poprawy notowań. Niestety, takich na razie nie ma. Z tego względu jest prawdopodobne, że dzisiejsza sesja znów nie da posiadaczom akcji powodów do zadowolenia.