Kontrakty pozostają w stosunkowo wąskim przedziale pomiędzy najbliższymi wsparciami oraz oporami i trudno raczej liczyć by dziś się to istotniej zmieniło. Optymistyczne sesje w USA pozwoliły na początku zaatakować mocną barierę podażową. Otwarcie wypadło w jej obrębie, ale było to wszystko na co zdobył się popyt. Szybko kurs osunął się bowiem do dolnej granicy na 1615 pkt., gdzie na kilkadziesiąt minut zapanowała względna stabilizacja. Zaraz po rozpoczęciu kasowego kontrakty podążyły w ślad za indeksem, który też opadał coraz niżej. W rezultacie kurs dotarł do poziomu 1607 pkt., gdzie jednak udało się po krótkiej walce zatrzymać spadki. Dało do pretekst dla odbicia, ale chociaż rynek powrócił w pobliże wspomnianego poziomu 1615 pkt. to jednak patrząc na niski wolumen zwyżki było to raczej skutkiem bierności podaży niż większego zaangażowania byków. Nic więc dziwnego, że przy powyższym oporze wzrost został zatrzymany. Końcówka znowu należała do niedźwiedzi, skutkiem czego było zejście do porannego minimum. W jego pobliżu zapanował horyzont, ale kiedy wydawało się, że zostanie obronione zamknięcie przyniosło nowe dno.
Niewielka czarna świeca na wykresie nie zmienia jeszcze zasadniczo obrazu rynku. Niektóre z przesłanek jak chociażby nieskuteczny test najważniejszego obecnie oporu sugerują jednak nieco większą ostrożność Barierę tę w przedziale 1615-1627 pkt. tworzą szczyt z 15 grudnia oraz górna granica konsolidacji z pierwszej połowy listopada i 61.8% zniesienia spadku z października, a do czasu sforsowania nie ma co spodziewać się wyraźniejszej poprawy. Oprócz tego nie można pominąć pogorszenia sytuacji wskaźników. MACD pozostaje wprawdzie powyżej średniej, ale jeśli uwzględnić zniżkujący od połowy grudnia MACD-histogram widać coraz mniejszy potencjał popytu. Podobnie na ROC, który jest wprawdzie w strefie dodatniej, ale coraz wyraźniej rysuje się na nim niewielki kanał spadkowy i negatywna dywergencja. To niezbyt korzystne elementy, ale nie wystarczające jeszcze by przesądzać większy spadek. Stosunkowo blisko mamy bowiem ważne wsparcia. Jedno z nich w postaci linii trendu z 8 grudnia zostało wczoraj przełamane, ale pozostały jeszcze poziom 1597 pkt., gdzie znajduje się górna granica przedświątecznej stabilizacji oraz przebita linia spadków z połowy października dziś biegnąca na wysokości 1587 pkt. Dopiero po ich sforsowaniu można będzie mówić o wiarygodniejszych oznakach osłabienia. Jest jednak mało prawdopodobne by takie rozstrzygnięcia przyniosła dzisiejsza sesja, która nie powinna się różnić od dwóch poprzednich. Na początku możliwy jest lekki spadek, ale później można oczekiwać uspokojenia sytuacji i wejścia rynku w trend boczny, a zwłaszcza linia trendu z października nie powinna zostać pokonana.