Dzisiaj od rana przeważa trend horyzontalny i inwestorzy czekają na popołudniowe dane odnośnie styczniowego indeksu ISM, który spodziewany jest na najwyższym poziomie od ponad 20 lat. Rynek nie zareagował tym samym na pojawiające się coraz częściej spekulacje, że podczas zaplanowanego na koniec tego tygodnia spotkania G-7 Amerykanie nie będą raczej skłonni do kompromisu odnośnie kursu dolara. Tymczasem na naszym rynku widać dzisiaj nieznaczne uspokojenie nastrojów. Spora w tym zasługa początku miesiąca, niemniej jednak nad rynkiem nadal wisi echo nienajlepszych danych odnośnie bilansu płatniczego za grudzień, które zostały opublikowane w piątek.
ŚWIAT: To, że piątek będzie trudnym dniem można było się spodziewać, jednak takiej zmienności notowań, z jaką mieliśmy do czynienia raczej nie. Opublikowane o godz. 14:30 wstępne dane o dynamice PKB za IV kwartał pokazały odczyt na poziomie 4,0 proc., podczas gdy szacunki mówiły o 4,8-4,9 proc. Efektem tego była natychmiastowa wyprzedaż dolarów - w przeciągu 15 minut EUR/USD zyskał prawie 100 pkt. Później rynek się nieco "zreflektował", a część inwestorów uznała, że to przecież dopiero pierwszy odczyt i w sumie to tak naprawdę niewiadomo, czy w kolejnych nie będzie lepiej. Kolejne dane makro utwierdziły ich w tym przekonaniu - indeks nastrojów konsumenckich Uniwersytetu Michigan wzrósł na koniec stycznia do poziomu 103,70 pkt., potwierdzając tym samym wcześniejsze wskazania płynące z odczytu danych o zaufaniu sporządzanych przez ośrodek Conference Board. Z kolei mierzący aktywność przemysłu w regionie Chicago i uważany za dobry miernik tendencji w całych Stanach Zjednoczonych, indeks Chicago PMI wzrósł na koniec stycznia do 65,9 pkt., aż o 3,9 pkt. powyżej oczekiwań. Tym samym na wykresie EUR/USD cały wcześniejszy wzrost został wymazany i powróciliśmy w rejon 1,2370. Jednak nie na długo i szybko ponownie powróciliśmy w rejon 1,2470. Wprawdzie część inwestorów liczy na podwyżkę stóp procentowych przez FED jeszcze przed wakacjami, do jednak do tego czasu jeszcze sporo czasu, a głównym tematem jest teraz zbliżający się 6-7 lutego szczyt G-7 w Boca Raton na Florydzie. A tutaj pojawia się coraz więcej opinii, że Amerykanie nie będą skłonni do wypracowania kompromisu odnośnie powstrzymania wzrostu EUR/USD. Wprawdzie Sekretarz Skarbu John Snow przy każdej okazji powtarza, że USA cały czas "chcą silnego dolara", a także, że rekordowy deficyt budżetowy zostanie obniżony, to jednak nie widać zbyt wielu działań ku temu zmierzających. Dzięki słabemu dolarowi rosną zyski giełdowych spółek, a przedłużający się konflikt w Iraku powoduje, że wydatki na obronność są coraz większe. Mówi się, że administracja Busha ma zaproponować Kongresowi dalsze zwiększenie wydatków na obronność o 7,1 proc. Innymi słowy zbliżają się wybory i nikomu nie chce się zmieniać tej krótkoterminowo korzystnej sytuacji. Czy zatem czeka nas kolejna fala spadkowa dolara na rynkach światowych? Niewykluczone...
Od piątkowego wieczoru na EUR/USD oscylujemy w wąskim paśmie 1,2440-1,2480. Opublikowany rano sporządzany przez agencję Reutera indeks PMI dla sektora przemysłu w Eurostrefie wzrósł do 52,5 pkt. z 52,4 pkt., poniżej szacunków na poziomie 52,9 pkt. Tym samym nie końca potwierdzałoby to tezę o tym, że przedsiębiorcy już "uodpornili się" na coraz wyższe notowania wspólnej waluty. Przed nami dane z USA. O godz. 14:30 podano, że wydatki osobiste Amerykanów wzrosły w grudniu o 0,4 proc., a dochody zwiększyły się o 0,2 proc. (szacunki mówiły o wzroście odpowiednio o 0,5 proc. i 0,2 proc.). Rynek czeka teraz na dane odnośnie wskaźnika ISM w przemyśle za styczeń, które zostaną opublikowane o godz. 16:00. Po dobrym odczycie Chicago PMI z piątku oczekuje się wzrostu do 64 pkt. z 63,4 pkt. w grudniu, co tym samym byłoby nowym 20-letnim maksimum. Nie można wykluczyć, że tak się stanie. Niemniej jednak po "krótkim" szaleństwie rynek powinien powrócić do obecnych poziomów 1,2460 - spotkanie G-7 przecież coraz bliżej.POLSKA: Opublikowane w piątek dane o bilansie płatniczym nie zachwyciły, przez co zwyczajowe umocnienie się złotówki na początku miesiąca jest nieco mniejsze. Jak podał Narodowy Bank Polski deficyt na rachunku obrotów bieżących wzrósł w grudniu do 678 mln EUR wobec 314 mln EUR w listopadzie i szacunkach na poziomie 230 mln EUR. W relacji do PKB daje do wartość 1,9 proc. Szczególną uwagę zwraca aż 18 proc. wzrost importu. Z jednej strony można to tłumaczyć świątecznymi zakupami, z drugiej zwiększonymi płatnościami na koniec roku. Niemniej jednak od listopada pozytywna tendencja w bilansie C/A się załamała i nie jest to pozytywne.
Dzisiaj Ministerstwo Finansów sprzedało całą ofertę 52-tygodniowych bonów skarbowych o wartości 1,0 mld zł. Zgłoszony przez inwestorów popyt wyniósł 3,424 mld zł, a średnia rentowność wzrosła do 5,799 proc. wobec 5,741 proc. na zeszłotygodniowej aukcji. Ministerstwo zapowiedziało jednocześnie, że w lutym podaż bonów skarbowych na rynku wyniesie 4,2 mld zł, wobec 4,9 mld zł w styczniu. Z kolei w najbliższą środę odbędzie się aukcja 2-letnich obligacji o wartości 2,6 mld zł. Zdaniem obserwatorów przetarg powinien się udać, niemniej jednak nie można wykluczyć wzrostu rentowności.
Na odbywającym się forum Międzynarodowego Funduszu Walutowego, dyrektor zarządzający Hoerst Koehler powiedział, że droga do przyjęcia euro przez każdy z krajów kandydackich będzie inna, gdyż każdy kraj ma inne uwarunkowania. Z kolei członek Europejskiego Banku Centralnego, Tomasso Padoa-Schioppa ponownie wezwał kraje kandydackie do reform gospodarczych przed przystąpieniem do systemu ERM-2. Jego zdaniem, aby późniejszy proces przebiegał gładko musi wcześniej dojść do pełnego dostosowania gospodarek. Tymczasem nad naszym planem Hausnera nadal wiszą burzowe chmury. Wprawdzie po piątkowych wstępnych rozmowach SLD-PO, Zyta Gilowska powiedziała, że do możliwego porozumienia w kwestii parlamentarnego poparcia jest bliżej, to jednak trudno liczyć na to, że negocjacje te będą łatwe i przyjemne.