Podobny brak zdecydowania widać na giełdach zagranicznych. Budapeszt minimalnie traci, największe parkiety idą symbolicznie w górę. Z tej strony trudno więc upatrywać jakiegoś impulsu dla naszej giełdy. W sumie zanosi się na kolejną nudą sesję. Pozostaje obserwować techniczne poziomy. Od góry znaczenie ma 1750 pkt, od dołu spadek ogranicza 1712 pkt. Indeks znajduje się dokładnie przy górnej z tych wartości.

Na świecie rekordy bije znów euro. Kosztuje już prawie 1,29 USD, co praktycznie przesądza, że mamy do czynienia z kolejną falą wzrostową. Powinna ona wyprowadzić notowania wspólnej waluty przynajmniej do 1,35 USD, ale nie wykluczone, że wraz z przełamaniem 1,3 USD i ostateczną utratą wiary inwestorów w reakcje władz europejskich przeciwdziałających zwyżce euro zrobi się bardzo nerwowo, a spadek dolara przybierze dynamiczną postać. Warto też zauważyć, że indeks mierzący wartość amerykańskiej waluty względem 6 głównych walut światowych znalazł się na najniższym poziomie od ponad 8 lat. To nie jest korzystna sytuacja z punktu widzenia kosztów finansowania amerykańskiego deficytu budżetowego, ale akurat teraz tym rynki nie zawracają sobie głowy. Spadek dolara postrzegają przede wszystkim jako korzystne zjawisko, przekładające się na poprawę wyników spółek.

Szybki powrót BUX-a poniżej niedawno pokonanego oporu w postaci szczytu z jesieni ub.r. nie jest pozytywnym znakiem. Nasz rynek jest dość silnie skorelowany w średnim okresie z Budapesztem, więc może się okazać, że również WIG20 napotka spore problemy ze zwyżką po przełamaniu jesiennych maksimów. Na razie to tylko ostrzeżenie. Jego potwierdzeniem przez rzeczywistość byłoby zamknięcie poniżej 1712 pkt. Na razie do wsparcia jest daleko.