Inwestorzy na naszym rynku przyjmują póki co pozycję wyczekującą. Próbują się przekonać na ile poważne jest pogorszenie notowań na świecie i wyrobić sobie opinię co do dalszej przyszłości. Trudno oczekiwać, by trwalsza dekoniunktura na zagranicznych parkietach mogła być neutralna z punktu widzenia naszej giełdy. Tym bardziej, że wczoraj przełamane zostały krótkoterminowe wsparcia zarówno na wykresie WIG, jak i WIG20. Wyznaczały je linie trendu, obejmujące notowania z ostatnich 4 miesięcy oraz szczyty z polowy lutego. Oczywiście, można jeszcze zakładać, że powtórzy się sytuacja z dwóch poprzednich miesięcy, kiedy to po chwilowej wyprzedaży następował powrót do zwyżki i bicie rekordów. O tym, że jeszcze nie wszystko jest rozstrzygnięte mówi wykres WIG. Od początku roku znajduje się on wewnątrz wzrostowego kanału, który w pesymistycznym wariancie opisuje fazę dystrybucji papierów po ubiegłorocznej zwyżce. Na dolnej granicy tej formacji została wczoraj zatrzymana wyprzedaż. Dziś ten poziom stanowi nadal wsparcie. W oparciu o niego można oczekiwać w ciągu dnia odbicia. Jego skala wiele powie o sile rynku. Na razie WIG20 zyskuje 0,4%, natomiast WIG 0,1%. W porównaniu ze skalą wczorajszej zniżki nie jest to wiele. Świadczy to o słabości rynku.

Nastroje na zagranicznych giełdach są nadal marne. Po ostrej zniżce z poniedziałku indeksy nie mają siły na odrabianie strat. O blisko 1,5% w dół idzie węgierski BUX, 0,7% traci czeski PX. Widać, że nasz region nie jest oazą spokoju, ale też trzeba przyznać, że po ostatniej fali wzrostów ochłodzenie koniunktury jest zrozumiałe.

Rodzi się więc pytanie, czy w tych warunkach nasi inwestorzy znajdą motywację do kupowania akcji. Na razie jest to wątpliwe. A jeśli nie będzie większego odbicia, to z każdą godziną coraz wyraźniej do głosu może dochodzić podaż, pochodząca od rozczarowanych inwestorów, którzy liczyli na kontynuację zwyżki. WIG20 krótkoterminowe wsparcie ma w okolicy 1700 pkt. Średniookresową barierę dla spadków stanowi 1670 pkt.