Zwrot koniunktury po dwóch dniach wzrostu można wiązać z dotarciem indeksu WIG do przełamanej w poniedziałek linii trendu, biegnącej po dołkach z listopada i lutego. W tej sytuacji można oczekiwać ataku na dolne ograniczenie prawie trzymiesięcznego kanału zwyżkowego. Jeśli zakończyłby się sukcesem sprzedających można będzie przyjąć, że trwająca od początku roku dystrybucja dobiegła końca. Otrzymalibyśmy w ten sposób sygnał zapowiadający trwalsze spadki.

Negatywnie trzeba odebrać brak reakcji rynku na bardzo dobre dane o produkcji przemysłowej, które zostały podane wczoraj na koniec sesji giełdowej. Skoro byki nie były w stanie wykorzystać ich do podniesienia kursów, to znaczy, że są w słabej kondycji, a dobre informacje są już w cenach akcji. W tej sytuacji rodzi się pytanie, czy inwestorzy znajdą inne argumenty, by kupować drogie walory, skoro wyceny na świecie zaczęły spadać.

Pogorszenie nastrojów można wiązać z coraz bardziej niepewną sytuacją polityczną. W koalicji rządowej coraz głośniejsza jest dyskusja nad zmianą premiera. O ile taki krok mógłby zostać pozytywnie odebrany przez inwestorów, to grozi on podziałem SLD i w efekcie stawia pod znakiem zapytania wdrożenie w życie planu Hausnera. Trudno byłoby znaleźć wystarczające poparcie, by przeprowadzić go przez parlament. Kojarzony on jest z wyrzeczeniami społeczeństwa, a która partia chce być wiązana z takimi działaniami.

Kondycja rynków europejskich pozostawia coraz mniej wątpliwości, że doszło na nich do zmiany średniookresowego trendu na zniżkowy. Wybicie w dół indeksu DJ Euro Stoxx 50 z rosnącego klina zapowiada trwalszy ruch w dół. Będzie on przynajmniej korektą rocznej zwyżki. To oznacza, że spadek nie zatrzyma się wcześniej niż w okolicy 2,5 tys. pkt. Teraz indeks ma ok. 2,8 tys. pkt.