WIG przełamał roczną linię trendu wzrostowego, WIG20 pokonał wsparcie w okolicy 1700 pkt. Zniżce towarzyszyła dawno niewidziana szerokość rynku oraz znaczne obroty.
Dramatyczne wydarzenia miały miejsce na wielu rynkach wschodzących. Najbardziej ucierpiała Ameryka Łacińska. Przeceną objęła zarówno akcje, obligacje, jak i waluty. W porównaniu z tymi parkietami giełdy krajów rozwiniętych wydają się oazą spokoju. Tym niemniej zarówno S&P 500, jak i Nasdaq spadły poniżej marcowych dołków, potwierdzając tym samym średniookresowe sygnały sprzedaży i pesymistyczne wnioski z I kwartału tego roku. Sprowadzały się one do tezy, że roczne odreagowanie bessy dobiegło końca i istnieje duże zagrożenie powrotem bessy na światowe giełdy. Taka koncepcja opiera się na formacji wachlarza, jaka powstała na wykresie Nasdaq i S&P 500. To formacja charakterystyczna dla ruchów korekcyjnych.
Początek dzisiejszej sesji pokazuje, że inwestorzy na warszawskim parkiecie mają świadomość tego, że trend zmienił się na zniżkowy. Dlatego nie kwapią się do mocniejszego kupna akcji. Dość powszechne są oczekiwania, że zniżka może zakończyć się dopiero w okolicach 1600 pkt, od której dzieli nas jeszcze ponad 3%. Wygląda na to, że pojawiła się też świadomość, że kupowanie papierów to teraz bardziej łapanie dołka niż inwestowanie zgodnie z trendem. Pod największą presją są na świecie banki. Ta tendencja może przekładać się na nasz rynek. W związku z wysokimi wycenami naszych banków oraz dużym znaczeniu sektora dla kondycji całego rynku jest to szczególnie niebezpieczne.
WIG20 zamknął się wczoraj poniżej dołka z 24 lutego, więc dzisiejszą poprawę koniunktury można traktować jako ruch powrotny. Kolejnym wsparciem jest zamknięcie z 29 stycznia przy 1611 pkt. Nieco powyżej wypada 50-proc. zniesienie ruchu trwającego od listopada ub.r. Nie widać powodów, aby to wsparcie nie miało zostać przetestowane. Celem niedźwiedzi będzie sprowadzenie WIG20 do 38,2-proc. zniesienia rocznej zwyżki, czyli w okolice 1500 pkt.