Kulminacyjnym punktem sesji może okazać się 14.30, kiedy podane zostaną dane o inflacji na poziomie cen producentów oraz dane o sprzedaży detalicznej. Istnieje zagrożenie, że to właśnie producenci w pierwszym rzędzie będą odczuwać ogromny wzrost cen surowców. Pytanie teraz na ile podniosły się oczekiwania inflacyjne i na ile są one uwzględnione w cenach akcji i obligacji. Jednocześnie zauważmy, że lepsze od oczekiwań dane o sprzedaży detalicznej niekoniecznie muszą zostać dobrze odebrane, bo doprowadzą do wzrostu rentowności obligacji. Znów kluczem do rozszyfrowania zachowania amerykańskich parkietów będą obligacje. A te mają jeszcze miejsce na dalszy spadek. Można przypuszczać, że presja na spadek ich cen będzie się utrzymywać do pierwszej podwyżki stóp procentowych przez Fed. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że długoterminowy trend zmienił się i w dalszej perspektywie czasu rentowność papierów dłużnych będzie się zwiększać.

Niepokoi wciąż zachowanie rynków azjatyckich. Nikkei pogłębił ostatni dołek i coraz bardziej jego wykres przypomina początek roku 2000. Wtedy też japoński indeks miał okres kiedy rósł w sytuacji, gdy giełdy w USA ustanowiły już szczyty, a potem zanim te na dobre zaczęły tracić, Nikkei zmienił trend.

Nasze obligacje z długiego końca krzywej rentowności przebiły poziomy z jesieni ub.r., co zapowiada dalszy wzrost rentowności i problemy z kosztami po jakich finansowany będzie dług publiczny. Zamieszanie z tworzeniem nowego rządu na pewno nie wpłynie na zmniejszenie premii za ryzyko inwestowania w naszym kraju.

WIG20 próbował wczoraj przedostać się ponad połowę wtorkowej czarnej świecy. Bezskutecznie. W efekcie powinien przetestować 1612 pkt. Co więcej podaż ma duże szanse przełamać to wsparcie i sprowadzić indeks do 1677 pkt. Stąd mogłoby dojść do bardziej znaczącego odbicia.