Po okresie kiedy optymizm w obozie byków wspierały kolejne dane potwierdzające trwające w gospodarce ożywienie, w tym także na rynku pracy, znowu odżyły obawy że będzie to skutkować podwyżką stóp procentowych przez Fed. O ile jednak samo takie posunięcie wydaje się już przez inwestorów zaakceptowane i uwzględnione w cenach, to niepewność wywołuje sama skala zwyżki. Dotychczas przeważały oczekiwania, iż będzie to 25 pb., ale po wczorajszych danych makro pojawił się niepokój, że Fed zdecyduje się na bardziej drastyczny krok. Kwietniowy deficyt handlowy zamiast spaść, czego oczekiwał rynek, zwiększył się do rekordowego poziomu 48.3 mld $. Także sprzedaż detaliczna w maju była wyższa niż się spodziewano i wyniosła 1.2%. Dziś kolejna porcja informacji mogących zaważyć na zachowaniu rynku. Na plan pierwszy w obecnej sytuacji wysuwa się majowa inflacja konsumencka, która jeśli okaże się wyższa od oczekiwań może utwierdzić przekonanie o większej podwyżce stóp. Nie bez echa przejdą też zapewne indeks aktywności gospodarczej w regionie Nowego Jorku oraz wstępny wskaźnik nastrojów Uniwersytetu Michigan.
Sesja w USA nie będzie mieć prawdopodobnie większego wpływu na dzisiejsze zachowanie naszego parkietu. Wczoraj rynek był bardzo słaby podążając w ślad za większością parkietów europejskich. Nie jest to dobry sygnał na najbliższe dni, w których ciężko liczyć na wyraźniejszą poprawę. Poza niepewnością polityczną związaną z oczekiwaniem na głosowanie nad wotum zaufania dla rządu M. Belki, rodzimi uczestnicy mają obecnie podobny problem co inwestorzy amerykańscy. Wczorajsze dane o inflacji, która w maju wzrosła do 3.4% rok do roku znacznie zwiększyły groźbę podwyższenia stóp procentowych przez RPP. Jest dość prawdopodobne, że stanie się to już na najbliższym posiedzeniu i teraz kwestią pozostaje skala wzrostu. W takiej atmosferze trudno więc będzie wkrótce zmobilizować popyt do większych zakupów i do czasu rozstrzygnięć można najwyżej liczyć na stabilizację. Od strony technicznej także brak obecnie powodów do optymizmu, a wręcz przeciwnie - wiele przesłanek potwierdza narastającą przewagę podaży. Po zapowiadającej kontynuację spadków formacji klina kolejnym takim elementem jest wczorajsza juka bessy w przedziale 1655-1661 pkt. W perspektywie kolejnych kilku sesji powinna to być mocna strefa oporu. W pobliżu mamy kolejne wsparcia w postaci 61.8% zniesienia wzrostu z połowy maja na 1645 pkt., lokalnego minimum na 1627 pkt. oraz linii trendu pociągniętej po dnach z 21 listopada i 17 maja biegnącej aktualnie na 1635 pkt. Te bariery mogą więc powstrzymać dalszą przecenę, przynajmniej w trakcie dzisiejszej sesji. Na większe odbicie trudno jednak liczyć i bardziej prawdopodobna jest lekka stabilizacja. Większe ożywienie może przynieść końcówka notowań, po danych z USA.