W związku z tym nadal aktualna jest interpretacja traktująca wczorajszy wzrost jako ruch powrotny do przeciętych w środę zarówno na wykresie WIG jak i WIG20 linii łączących kolejne dołki od drugiej połowy maja. Mały obrót jak i niewielka szerokość wzrostowego rynku w dniu wczorajszym uzasadniają takie podejście. Każe się ono spodziewać dalszej zniżki i testu tegorocznego dołka tuż ponad 1600 pkt. W tej chwili jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz na najbliższe dni.
Mocnym argumentem na jego potwierdzenie jest zachowanie giełd zagranicznych. Trudno mieć wątpliwości, że trend zmieniły się na spadkowe. W konsekwencji każdą poprawę notowań trzeba traktować jak korektę. S&P 500 nie za bardzo ma wyjście i musi zmierzać do 1 tys. pkt. Stamtąd mogłoby nastąpić większe odbicie. Istnieje zagrożenie, że ta droga zostanie przebyta w jednym ruchu. Giełdy reagują na każdą niepokojącą informację i odnosi się wrażenie, że "wynajdują" sobie powody do zniżki. To niechybny znak kontrolowania sytuacji przez sprzedających.
Potwierdzeniem nienajlepszych nastrojów jest reakcja inwestorów na wyniki PKN. Znakomicie lepsze niż rok wcześniej, znacznie przekraczające prognozy, a kurs ledwie rośnie o 1%. To dowód, że wszelkie pozytywne wiadomości już dawno zostały wliczone w ceny akcji.
Kluczowym wydarzeniem sesji może okazać się raport o amerykańskiej inflacji na poziomie cen producentów. Zostanie podany o 14.30. Szybsze tempo wzrostu cen od spodziewanego wzmogłoby obawy, że Fed bez względu na tempo rozwoju gospodarczego będzie musiał zabrać się bardziej zdecydowanie do przeciwdziałania inflacji. Podbiłoby to rentowność obligacji i zapewne niekorzystnie wpłynęłoby na rynek giełdowy.