Sekretarz Skarbu USA John Snow potwierdził swe poparcie dla silnego dolara dodając zarazem, że wartość amerykańskiej waluty określana jest przez otwarte i konkurencyjne rynki. Ekonomiści są jednak zdania, że administracja Busha dąży do osłabienia dolara wobec najważniejszych międzynarodowych walut, aby zmniejszyć deficyt na rachunku obrotów bieżących. W trzecim kwartale deficyt ten wzrósł do poziomu 166,2 mld dolarów, co stanowi 5,7 procent amerykańskiego PKB. Oznacza to, że Stany Zjednoczone potrzebują 1,8 mld dolarów dziennie w postaci zagranicznych inwestycji, aby nie doprowadzić do spadku wartości dolara. W czasie pierwszej kadencji Busha Dollar Index określający wartość dolara wobec najważniejszych międzynarodowych walut stracił ponad 20 procent.
Tymczasem inwestorzy są coraz bardziej zaniepokojeni rozmiarami deficytu budżetowego oraz handlowego USA. Dane o napływie zagranicznego kapitału do USA za sierpień wskazały, że zagraniczni inwestorzy są coraz mniej zainteresowani nabywaniem aktywów w USA (dane te były najgorsze od 10 miesięcy).
Jeden z przedstawicieli FED Edward Gramlich podkreślił, że problem deficytów USA jest bardzo trudny do rozwiązania, ponieważ wymaga podwyżki podatków, a jak wiemy jest to ryzykowne polityczne przedsięwzięcie. Co więcej, sytuacja budżetu USA może się jeszcze pogorszyć w najbliższych latach ze względu na dużą liczbę osób, jaka osiągnie wiek emerytalny. E. Gramlich zwrócił także uwagę na niski poziom oszczędności w USA oraz krytycznie odniósł się do polityki Japonii i Chin, które sztucznie zaniżają wartość swych walut wobec dolara.