Dzisiaj rano złoty otworzył się bez większych zmian wobec wczorajszego zamknięcia. Za jedno euro płacono 4,17 zł, a za dolara 3,31 zł.
Co ciekawe rynek nie otrzymał wczoraj wielu informacji, a w zasadzie tylko jedną. Podczas przetargu rocznych bonów skarbowych o wartości 400 mln zł sprzedano wszystkie papiery, a zgłoszony przez inwestorów popyt wyniósł 1,17 mld zł. Wydaje się, że większy wpływ na rynek mogły mieć informacje z Węgier. Wbrew oczekiwaniom analityków (za taką możliwością było tylko 7 z 17 ankietowanych) tamtejszy bank centralny obniżył stopy procentowe o 25 p.b. do 7,25 proc. Przy okazji obniżono także perspektywy wzrostu tamtejszej inflacji. Taki ruch mógł utwierdzić uczestników rynku w przekonaniu, że NBH (Węgierski Bank Centralny) nie obawia się kryzysu w związku z możliwością przekroczenia poziomu budżetowego już we wrześniu. Niewykluczone, że przy okazji mogły pojawić się głosy, że także nasza RPP zdecyduje się na cięcie podczas rozpoczynającego się dzisiaj dwudniowego posiedzenia. Mimo, że możliwość taka jest niewielka (oczekuje tego tylko 2 z 18 ankietowanych analityków) to nieznacznie wzrosły wczoraj ceny obligacji. Drugim czynnikiem mającym bezpośredni wpływ na naszą walutę było zachowanie się EUR/USD, który wyhamował wcześniejsze spadki i wykonał ruch korekcyjny do góry.
Dzisiaj rynek nie otrzyma wielu informacji. O godz. 16:00 Narodowy Bank Polski poda dane o inflacji bazowej za kwiecień - nie oczekuje się tutaj zmian w relacji do marca (2,4 proc. r/r). Z technicznego punktu widzenia silnymi wsparciami dla EUR/PLN są okolice 4,14-4,15, a dla USD/PLN 3,38-3,30. Nie wydaje się jednak, aby rynek spadł dzisiaj w te okolice. W perspektywie najbliższych dni nadal większe jest ryzyko osłabienia się złotego. Poziomami docelowymi pozostają 4,23-4,25 dla EUR/PLN i 3,36-3,38 dla USD/PLN. Umocnienia się naszej waluty nie wykluczalibyśmy w pierwszej dekadzie czerwca.
Rynek międzynarodowy
Wczoraj europejska waluta wydawała się być odporna na negatywne informacje. Nie było reakcji na wypowiedź szefa dyplomacji Luksemburga (kraj ten przewodniczy w tym półroczu Unii Europejskiej), który przyznał, że Unię czeka wielki kryzys w przypadku odrzucenia konstytucji. Może stwierdzono, że im bliżej głosowania tym więcej będzie pojawiać się "straszących" obywateli opinii. Rynek zignorował również wypowiedź szefa Europejskiego Banku Centralnego, który powiedział, że na przestrzeni ostatnich miesięcy ryzyko spowolnienia gospodarki krajów 12-ki zaczęło się materializować (to sugeruje, że można "zapomnieć" o podwyżkach stóp procentowych). Nie wykluczone, że inwestorzy uznali, że więcej złych informacji już się nie pojawi, chociaż to bardzo ryzykowne i odważne stwierdzenie. Najbliższe dni to dane z Eurostrefy i ze Stanów Zjednoczonych, które tylko przyczynią się do pogłębienia rozdźwięku pomiędzy tymi dwoma strukturami gospodarczymi.