Wczorajsza sesja przyniosła jednak umocnienie się naszej waluty - odrobiła ona tym samym część poniesionych wczoraj strat. Kurs EUR/PLN spadł w okolice 4,03 zł, a USD/PLN nie zdołał powrócić powyżej 3,35 zł, pomimo dalszych spadków EUR/USD na rynkach światowych. Dzisiaj rano złotówka otworzyła się bez większych zmian, za euro płacono nieco poniżej 4,03 zł, a za dolara nieco powyżej 3,34 zł. Po zachowaniu się pozostałych walut z naszego regionu widać, że dla pewnej części inwestorów są one nadal atrakcyjne pomimo cały czas rosnącego w siłę dolara, a także rosnących rentowności amerykańskich obligacji. Można by postawić dosyć ciekawą tezę, iż zaczyna pojawiać się podział na dwie Europy: strefę euro, którą inwestorzy zaczynają omijać szerokim łukiem i tą, która wspólnej waluty jeszcze nie przyjęła i paradoksalnie rozwija się szybciej.
Zwolenników złotówek ucieszyć mogła wczorajsza informacja Głównego Urzędu Statystycznego z której wynika, że raczej trudno będzie liczyć na większą korektę do góry danych o PKB i inwestycjach za I kwartał. To może oznaczać, że członkowie Rady Polityki Pieniężnej będą musieli zmierzyć się z ryzykiem spowolnienia wzrostu gospodarczego w najbliższych miesiącach. Warto tutaj przytoczyć popołudniową wypowiedź członka RPP, Jana Czekaja, którego zdaniem osłabienie gospodarki w I kwartale b.r. nie musi być chwilowe. Dodał jednak, że z pełną oceną warto zaczekać do publikacji danych o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Zwrócił on także uwagę na dynamikę płac, której majową wartość poznamy dzisiaj (prognoza rynkowa 2,5 proc. r/r). Jeżeli okazałyby się one niższe to potwierdzałoby tylko założenie o braku większej presji popytowej. To wszystko jego zdaniem daje przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych. Drugim istotnym wydarzeniem wczorajszej sesji były informacje opublikowane przez ministerstwo finansów założenia do przyszłorocznego budżetu, które były zgodne z tym co podawano wcześniej. Wydaje się jednak, iż fakt opublikowania przez resort widełek w przypadku poziomu przyszłorocznego deficytu budżetowego sugeruje, że trudno będzie go zbić poniżej poziomu 30 mld zł jak to wcześniej sugerował minister - mimo tego jest to i tak dobra propozycja jak na rok wyborczy, choć nie wiadomo czy będzie on realizowany przez nową ekipę. Ważną informacją był także fakt obniżenia tegorocznej dynamiki PKB do 3,7 proc. r/r z 5,0 proc. r/r. Jednocześnie zrewidowano do dołu dane o poziomie deficytu budżetowego w 2005 r. - do 33,5 mld zł z 35 mld zł. Według podanych dzisiaj danych jego wykonanie po pięciu miesiącach wyniosło 52,3 proc. (liczone względem 35 mld zł). Zdaniem członka Rady Polityki Pieniężnej, Dariusza Filara przyszłoroczne założenia budżetowe to krok w dobrą stronę. W dzisiejszej rannej wypowiedzi stwierdził on, że może on wynieść 31-32 mld zł i będzie niższy od tegorocznego.
Opublikowane o godz. 16:00 dane o inflacji za maj pokazały odczyt na poziomie 2,5 proc. r/r wobec 3,0 proc. w kwietniu i średniej rynkowej na poziomie 2,3 proc. r/r. Z kolei podaż pieniądza M3 wzrosła o 1,7 proc. r/r. Dla rynku dane te niczego nie oznaczają i inwestorzy czekają na kolejne (dzisiaj o dynamice płac, w piątek o produkcji przemysłowej i cenach PPI, a w przyszłym tygodniu o sprzedaży detalicznej). Dzisiaj rynek będzie zwracał także uwagę na wyniki przetargu 5-letnich obligacji o wartości 2,8 mld zł. Fakt zgłoszenia dosyć dużego popytu niewątpliwie poprawiłby klimat na rynku wtórnym. Trudno jednak założyć, czy tak rzeczywiście się stanie.
Technika pokazuje, że siła naszej waluty nadal jest duża i niestety trudno będzie liczyć na szybką zmianę tej sytuacji. Testowanie okolic 4,0150 na EUR/PLN jest dosyć prawdopodobne, a oporem pozostają okolice 4,05. Od testu 4,0150 zależeć będzie czy pójdziemy niżej - w obecnej sytuacji można tak naprawdę znaleźć wiele za i przeciw. Z kolei w przypadku USD/PLN wsparciem pozostają okolice 3,3350-3,33, a oporem rejon 3,3550. Biorąc pod uwagę trend na EUR/USD bardziej prawdopodobne jest przebywanie w okolicach górnych poziomów.
Rynek międzynarodowy