Utrzymujący się od kilku dni bardzo dobry klimat wokół amerykańskiej waluty wczoraj wzmocniony został jeszcze przez znacznie lepsze od prognoz informacje makroekonomiczne zza oceanu. Sprzedaż detaliczna w styczniu bieżącego roku wzrosła o 2,3 procent (prognoza 0,8 procent), natomiast sprzedaż detaliczna bez samochodów wzrosła o 2,2 procent (prognoza 0,8 procent). Informacja ta stała się bezpośrednim sygnałem do skutecznego ataku na ostatnie dołki i tymczasowego zejścia kursu poniżej 1,1880. Dolar na krótko umocnił się względem wspólnej waluty do poziomu 1,1860. Tak drogi dolar był ostatnio odnotowany 02 stycznia bieżącego roku. Na rynku ropy naftowej w dalszym ciągu mamy do czynienia z kontynuacją korekty ostatnich wzrostów. Zwolennicy waluty amerykańskiej mają więc powody do zadowolenia. Cena tego surowca już od kilku dni systematycznie spada. Podczas ostatniej sesji doszło do naruszenia psychologicznego wsparcia 60 dolarów za baryłkę. Cena ropy z marcowych kontraktów spadła we wtorek na NYMEX o 2,7 proc. do 59,67 USD. W czasie sesji płacono za nią nawet 59,50 USD. Statystycznie są to najniższe ceny od grudnia ubiegłego roku. Nastroje na rynku więc jak na razie sprzyjają akumulowaniu kapitału w walucie amerykańskiej. Choć pojawiają się też negatywne oznaki. Damaszek postanowił, że w handlu zagranicznym trzeba odejść od amerykańskiego dolara i przestawić się na euro. Ma to zmniejszyć podatność Syrii na ewentualną presję Waszyngtonu. W udzielonym wywiadzie szef państwowego Banku Komercyjnego Syrii Dureid Dergham powiedział we wtorek, że przejście z dolara USA na euro jest "ważne i potrzebne w świetle amerykańskich gróźb wobec Syrii". Testem trwałości atrakcyjności zielonego w kontekście najbliższych dni będzie reakcja inwestorów na dzisiejsze wiadomości.
O godzinie 09:00 zgodnie z notowaniami na rynku międzybankowym za jedno euro trzeba było zapłacić 1,1915 dolara, czyli praktycznie tyle samo ile wczoraj o tej samej porze.
Środa z punktu widzenia danych makroekonomicznych to przede wszystkim bardzo ważne dane o stanie gospodarki ze Stanów Zjednoczonych. Najważniejsze z nich to: wartość przepływu kapitałów, dynamika produkcji przemysłowej oraz wartość indeksu NY Empire State. Nie można też zapomnieć o zapowiedzianym na godzinę 16:00 czasu polskiego wystąpieniu szefa Fed Bena Brenaknke. Rosnący w siłę dolar świadczy, że inwestorzy nie chcą zrezygnować z wizji dalszych podwyżek stóp procentowych.
Sytuacja techniczna: piątkowa reakcja rynku i spadek notowań eurodolara poniżej ważnego wsparcia 1,1930 - 1,1940 zanegowały scenariusz utrzymania się kursu w średnioterminowym kanale wzrostowym. Poniedziałkowy dołek na poziomie 1,1878 i wczorajsze jego pogłębienie do poziomu 1,1860 oraz brak zdecydowanej reakcji obronnej ze strony byków świadczą o utrzymującej się przewadze podaży. Duża ilość istotnych informacji zapowiedzianych na dzień dzisiejszy spowodowała, że już praktycznie na początku tygodnia weszliśmy w rejon konsolidacji. Do godzin popołudniowych, czyli do czasu ogłoszenia pierwszych danych trudno jest oczekiwać, aby sytuacja uległa znacznym modyfikacjom. Technika jasno wskazuje, że z pespektywy wskazań średniookresowych fala umacniania się waluty amerykańskiej zbliża się powoli ku końcowi. Sygnały prosprzedażowe są jednak w dalszym ciągu jeszcze aktywne, co dowodzi, że target aprecjacji dolara znajdować się może dopiero w okolicach figury 1,1800. Dzisiejsza sesja z pewnością pozwoli rozwiać większość wątpliwości i wyznaczyć kierunek zmian na kilka najbliższych sesji.RYNEK KRAJOWY
Początek środowej sesji na rynku złotego pokazał stabilizację z lekką presją na umocnienie naszej waluty. Na parze EUR/PLN kurs powrócił do wąskiego przedziału konsolidacji ograniczonego poziomami 3,7750 - 3,7950. W przypadku pary USD/PLN nie doszło wczoraj do trwałego przejścia notowań przez wskazywany opór w rejonie 3,1900 - 3,2000. Kurs po odbiciu się od tego miejsca charakterystycznego powrócił w obszar 3,1700 - 3,1900. O godzinie 9:30 ze jedno euro trzeba było zapłacić 3,7860, a za jednego dolara 3,1790 złotego. Sygnały płynące z kręgów politycznych nie dają powodu do zbytniego optymizmu szczególnie dla inwestorów zagranicznych zainteresowanych Polską w długim okresie. Wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska powiedziała w poniedziałek w Brukseli, że szybkie wejście do strefy euro mogłoby być sprzeczne z interesami Polski. Określenie terminu przyjęcia wspólnej waluty odbierane przez kapitał zagraniczny jako gwarant stabilizacji ekonomicznej naszego kraju jest zatem ciągle odkładane. Tymczasem Słowenia, zgodnie z deklaracjami Almunii oraz austriackiego ministra finansów, jest gotowa przyjąć euro już 1 stycznia 2007 roku. Brakuje jedynie oceny Europejskiego Banku Centralnego w tej sprawie, o co słoweński minister finansów wystąpił we wtorek, podczas posiedzenia unijnych ministrów finansów.