Inwestorzy dodatkowo kupowali amerykańską walutę zakładając to, że publikowane po południu dane ze Stanów Zjednoczonych będą dobre. I rzeczywiście. Obstawianie mocnych "figur" było dobrym strzałem. Rewelacyjne informacje napłynęły przede wszystkim z rynku nieruchomości. Liczba nowych inwestycji budowlanych wzrosła w styczniu o 14,5 proc. do 2,276 mln i była najwyższa od 1973 r. Z kolei pozwolenia na nie zwyżkowały o 6,8 proc. do 2,217 mln. Na rynku oczekiwano odczytu na poziomie odpowiednio: 2,000 i 2,062 mln. Druga prodolarowa "figura" to 1,3 proc. wzrost m/m cen importu w styczniu. Tu prognozowano odczyt na poziomie 0,9-1,0 proc. Rozczarowały nieco jedynie dane o "tygodniowym bezrobociu", które wzrosło o 19 tys. do 297 tys. Jako, że pozytywne informacje zostały już wcześniej zdyskontowane w cenach rynkowych do dalszego spadku kursu EUR/USD nie doszło. Co więcej na rynku pojawiło się nieco chętnych do zakupów euro. Cena wspólnej waluty przejściowo wzrosła do 1,1880/85. O godz. 16:35 kurs EUR/USD wynosił 1,1879.

Początek czwartkowego handlu był udany dla złotego. Kurs EUR/PLN spadł do 3,7610/30 i znalazł się na najniższym poziomie od 3 stycznia br. Wzmocnienie naszej waluty było oczywiście pokłosiem środowych danych GUS za styczeń, które przybliżyły "cięcie" stóp przez RPP. W kolejnych godzinach handlu pojawili się jednak chętni do zakupu taniej, europejskiej waluty. Kurs EUR/PLN wzrósł do 3,7710/35. Delikatna aprecjajca euro była dodatkowo wynikiem wypowiedzi szefa NBP. Leszek Balcerowicz schłodził oczekiwania rynku co do obniżki mówiąc, że "same dane za styczeń nie są żadną przesłanką do podejmowania decyzji". Jeżeli chodzi o kurs USD/PLN to w czwartek poruszał się on w przedziale 3,1665-3,1760 pozostając powyżej środowego minimum na poziomie 3,1600. O godz. 16:35 cena euro wynosiła 3,7675, cena dolara 3,1715, a odchylenie -18,31 proc.