Rynki obecnie jakby uodporniły się na wszelkie informacje i aktualnie ciężko powiedzieć, co mogłoby być impulsem do ich rozruszania. Nie udało się to nawet za sprawą wczorajszych, dość zaskakujących danych na temat indeksu wskaźników wyprzedzających LEI, który wzrósł o wiele więcej, aniżeli prognozowano, czyli 1,1% vs. 0,6%. Sugeruje on mocne przyspieszenie wzrostu gospodarczego w kolejnych miesiącach, na co dolar powinien zareagować nieco bardziej wyraźnym umocnieniem. Jest to bowiem czynnik zwiększający presję inflacyjna, a tym samym będący kolejnym argumentem za podwyżką stóp procentowych. Wczoraj inwestorzy zapoznali się również z protokołem z posiedzenia FOMC, w którym także podkreślano, że inflacja jest obecnie problemem. Nawet tak silne argumenty nie wpłynęły znacząco na notowania. Można więc zakładać, że rynek ma już w cenach kolejne podwyżki stóp, zatem ten temat może teraz zejść na nieco dalszy plan. Być może większą reakcję (osłabienie dolara) zobaczymy w momencie, gdyby pojawiły się czynniki mogące sugerować, że z inflacją nie jest jednak najgorzej. Póki co, kierunek polityki monetarnej w USA wydaje się jasny.
A skoro o inflacji mowa, to warto z pewnością przyjrzeć się dzisiejszym danym o styczniowej inflacji w cenach konsumentów (CPI) w Stanach Zjednoczonych. Spodziewana jest ona na poziomie +0,5%, natomiast inflacja bazowa +0,2%. Dane otrzymamy o 14.30. Z informacji spoza USA od rana przedstawiony zostanie jeszcze protokół z posiedzenia Banku Anglii. O 11.00 poznamy również zamówienia przemysłowe dla Strefy Euro za grudzień. Spodziewany jest ich wzrost o 3,8%. Na dzisiaj wydaje się, że jedynie CPI będzie w stanie nieco przykuć uwagę i głównie tutaj można by upatrywać czynników fundamentalnych, mogących wywołać jakiś nieco większy ruch.
EUR/USD
Eurodolar od początku tygodnia sukcesywnie spada. Zaczynaliśmy w rejonie 1.1975, natomiast wczoraj udało się podaży zepchnąć kurs nieznacznie pod 1.19. Jak na zakres dwóch dni handlu, nie jest to zbyt dużo. Warto w takim układzie spojrzeć na rynek nieco z dystansu. Problem jednak w tym, że również w tej sytuacji ciężko doszukiwać się jakiś konkretnych wskazówek. Od końca stycznia mieliśmy do czynienia z dość wyraźną falą spadkową, która od tygodnia przerodziła się w trend boczny. Obecnie najbliższego wsparcia doszukiwać można się w rejonie zeszłotygodniowych minimów, które zostały ustanowione przy cenie 1.1850. Ich przełamanie kazałoby się spodziewać spadku w stronę 1.1776, czyli dołka z końca roku, skąd dynamiczna fala deprecjacji dolara została zapoczątkowana. Oporem pozostaje natomiast rejon maksimów z poniedziałku, czyli wspomniane wcześniej 1.1975 i wyjście nad ten poziom dawałoby podstawę do oczekiwania pogłębienia korekty fali umocnienia dolara z ostatnich tygodni. Jak na razie mamy niestety pata i pozostaje czekać, aż rynek sam wybierze sobie kierunek.
USD/JPY