Podobnie stało się z opublikowanymi o godz. 20:00 zapiskami ze styczniowego posiedzenia FED. Rynek w zasadzie otrzymał to, czego się spodziewał - kolejne podwyżki stóp procentowych mogą być konieczne, ale będą zależeć od napływających danych makroekonomicznych z USA. Tylko, że te ostatnio wydają się sprzyjać dolarowi. W tym kontekście kluczowe będą dzisiejsze dane o inflacji konsumenckiej w styczniu, która według prognoz wyniosła 0,5 proc. m/m wobec 0,1 proc. m/m spadku w grudniu. Z kolei wskaźnik bazowy, który wyłącza zmiany cen energii i żywności szacuje się na poziomie 0,2 proc. m/m.
Spadki EUR/USD mogą być powstrzymywane z racji oczekiwań, co do przyszłotygodniowej podwyżki stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny. Wczoraj za możliwością takiego ruchu opowiedzieli się kolejni członkowie tego gremium - Guy Quaden i Nicholas Garganas.
Analiza techniczna sugeruje, iż dobrym posunięciem na dzisiaj byłaby sprzedaż EUR/USD przy poziomie 1,1930.
Rynek krajowy
Początek środowej sesji przyniósł wyraźne osłabienie złotego. Rano kurs EUR/PLN pokonał barierę 3,80 zł, a USD/PLN 3,19 zł. O godz. 9:27 za jedno euro płacono 3,8050 zł, a za dolara 3,1950 zł. Odchylenie od parytetu wynosiło 17,60 proc. po mocnej stronie. Taki ruch to efekt nałożenia się dwóch czynników: krajowego i międzynarodowego. W pierwszym przypadku to spekulacje odnośnie tegorocznego i przyszłorocznego budżetu. Wczoraj rano minister Zyta Gilowska zapowiedziała, że w przyszłorocznym projekcie konieczne będzie wyraźne szukanie oszczędności, co już wzbudziło niepokój wśród tych, którzy znają nasze realia polityczne. Tymczasem wczoraj w południe premier Marcinkiewicz zapewniał, że "wszystko jest pod kontrolą", aby kilka godzin później przyznać, iż postara się, aby w 2007 r. znalazło się dodatkowe 4 mld zł na służbę zdrowia. Co ciekawe premier oparł się tutaj m.in. na wyższych wpływach z podatków, które jego zdaniem będą w wyniku wyższego od założonego wcześniej wzrostu gospodarczego. Tymczasem dzisiaj rano "Rzeczpospolita" podała to, o czym od dawna mówiła część ekonomistów - tegoroczne wpływy z podatków VAT i CIT i akcyzy mogą być przeszacowane nawet o 7,5 mld zł. Dodatkowo pod znakiem zapytania może stanąć także założenie dochodów z prywatyzacji, gdyż nowy minister skarbu raczej nie będzie chętny sprzedaży części spółek pozostających obecnie w gestii Skarbu Państwa.