W środę nie publikowano ważniejszych danych makro, a decyzja Banku Nowej Zelandii o utrzymaniu poziomu stóp procentowych na niezmienionym poziomie (7,25 proc.), którą poznaliśmy o godz. 21:00 czasu polskiego była szeroko oczekiwania. Podobnie rzecz się miała z porzuceniem w czwartek przez Bank of Japan ultraluźnej, utrzymywanej od pięciu lat polityki monetarnej. Takie działanie ze strony BoJ stanowi pierwszy krok do podniesienia utrzymywanych w okolicy zera stóp procentowych.
W trakcie dzisiejszej sesji uwaga inwestorów skoncentruje się przede wszystkim na publikowanych po południu (14:30) danych z USA o bilansie handlowym za styczeń. Analitycy spodziewają się, że deficyt wyniósł 66,5 mld USD vs. -65,7 mld USD w grudniu. Największy niedobór w historii zanotowano w październiku zeszłego roku. "Dziura" wyniosła wtedy 67,91 mld USD. W takich warunkach inne zaplanowane na dzisiejszy dzień informacje (decyzja Banku Anglii, produkcja przemysłowa z Niemiec za styczeń, oraz "tygodniowe bezrobocie" z USA) powinny zejść zatem na boczny tor.
Do czasu przedstawienia danych o deficycie handlowym Stanów Zjednoczonych notowania europejskiej waluty względem dolara powinny konsolidować się w przedziale 1,1910-1,1960.
Rynek krajowy
Środa nie okazała się najlepsza dla złotego, a jego osłabienie przybrało rozmiary paniki. W efekcie wczoraj po południu kurs EUR/PLN dotknął magicznego poziomu 3,90 zł, a USD/PLN ustanowił lokalne maksimum powyżej 3,27 zł. Dzisiaj rano złoty zdołał jednak odrobić część strat - po godz. 9:00 rano euro oscylowało wokół 3,88 zł, a dolar 3,25 zł.