Opublikowany o godz. 11:00 wskaźnik ZEW z Niemiec nieoczekiwanie spadł w marcu do 63,4 pkt. z 69,8 pkt. i wobec oczekiwanego wzrostu do 71 pkt. Zdaniem niektórych może być to pierwszy sygnał osłabienia się tamtejszej gospodarki w przyszłym roku, chociaż taka teza jest łatwa do podważenia z racji braku większej ilości negatywnych danych. Z kolei o godz. 14:30 napłynęły dane z USA, które pokazały wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżących w USA w IV kwartale ub.r. o 21,3 proc. kw/kw do rekordowego poziomu 224,9 mld USD wobec oczekiwanych 218 mld USD - powracają tym samym "stare problemy". Odnotowaliśmy także spadek sprzedaży detalicznej, który w lutym wyniósł aż 1,3 proc. m/m (najgorszy odczyt od 6 miesięcy) i 0,4 proc. m/m bez uwzględnienia samochodów (największy spadek od kwietnia 2004 r.). Po południu nadeszły jeszcze informacje o styczniowych zapasach, które wzrosły o 0,4 proc. m/m i były nieco lepsze od prognoz.
Dzisiaj rynek otrzyma kolejną porcję danych z USA, które mogą wprowadzić pewną nerwowość. O godz. 14:30 poznamy dane o cenach importu za styczeń, które mogą pokazać ich spadek o 0,5 proc. m/m wobec wcześniejszego wzrostu o 1,3 proc. m/m. Podobnie ma się rzecz z indeksem aktywności przemysłu NY Empire State, który mógł spaść w marcu do 18,9 pkt. Najważniejsze dane dnia to informacje o przepływach kapitałowych netto za styczeń (TICs) o godz. 15:00, które oczekiwane są na poziomie 62,4 mld USD (to jednak może nie wystarczyć do "pokrycia" rosnącego deficytu C/A).
Spojrzenie w dzisiejsze kalendarium sugeruje tym samym, że zwyżka EUR/USD powinna być kontynuowana. Pierwszy opór można wyznaczyć w okolicach 1,2070.
Rynek krajowy
Wczorajsza sesja okazała się przełomowa w trwającym w ostatnich dniach trendzie. W pierwszych godzinach doszło jeszcze wprawdzie do ustanowienia lokalnych maksimów EUR/PLN na poziomie 3,9490 i USD/PLN 3,2990, ale kolejne godziny przyniosły silny ruch w dół. W efekcie dzisiaj rano za jedno euro płacono średnio 3,89 zł, a za dolara 3,2350 zł.