Wszystko zmieniło się po publikacji danych o amerykańskiej inflacji o godz. 14:30, która doprowadziła do tego, że rynki wschodzące znów stały się atrakcyjne dla inwestorów. W efekcie silne zakupy złotego doprowadziły do spadku EUR/PLN w rejon 3,84 zł, a USD/PLN 3,16 zł. Inwestorzy zignorowali informacje, jakie napływały z polityki. A tutaj mamy kłótnię wokół kształtu superkomisji śledczej, której wynikiem są ponowne groźby związane z wcześniejszymi wyborami parlamentarnymi. Tyle, czy do nich rzeczywiście dojdzie?

Czwartkowa sesji przyniosła wyraźny wzrost notowań euro względem dolara. Kurs EUR/USD zwyżkował z 1,2035 do 1,2160. Zielonemu zaszkodziła publikacja danych o inflacji za luty, która była niższa niż oczekiwano i zmniejszyła szanse na to, że FED będzie skłonny podnieść stopy procentowe więcej niż dwa razy. Inflacja netto wyniosła jedynie 0,1 proc. m/m. Prognozowano +0,2 proc. Z kolei wskaźnik CPI wzrósł m/m tylko o 0,1 proc., czyli w takim stopniu jak się spodziewano. Gorsze od oczekiwań były także informacje z rynku pracy USA. "Tygodniowe bezrobocie" wzrosło do 309 tys. z 304 tys. po korekcie tydzień wcześniej. Prognozowano spadek do 298-299 tys. z 303 tys. przed rewizją. Z kolei dane z rynku nieruchomości Stanów Zjednoczonych pokazały spadek w lutym zarówno liczby nowych inwestycji budowlanych jak i pozwoleń na nie. To, że był on nieco niższy od oczekiwań niewiele zmieniło. Z drugiej strony wspólna waluta zyskała wsparcie w postaci doniesień agencji Market News, która powołując się na źródło w ECB podała, że Bank może podnosić stopniowo stopy w Eurolandzie do "neutralnego poziomu", czyli 3-4 proc., a do najbliższego zacieśnienia może dojść już w maju. Dla tej samej agencji Klaus Liebscher, szef banku Austrii i członek Rady ECB mówił, że stopy w Eurolandzie pozostają bardzo, bardzo niskie.

Autorzy: Marek Nienałtowski

Marek Rogalski