Ostatnie zamieszanie na rynkach to wynik nocnej wypowiedzi szefa FED z poniedziałku na wtorek. Sprawiła ona, że wcześniejsze obawy inwestorów, co do wcześniejszego zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych w USA zostały rozwiane, co doprowadziło do spadku atrakcyjności rynków wschodzących, które przecież same borykają się z problemami natury fiskalnej (jak Węgry), czy politycznej (jak Polska). W efekcie wczoraj byliśmy świadkami ponownej przeceny walut emerging markets. Z kolei u nas polityka nie schodzi z czołówek - wczoraj sejmowa komisja zarekomendowała powołanie komisji śledczej ds. banków, która jest bardziej "radykalna" niż to wcześniej zakładano, gdyż zostały uwzględnione postulaty LPR, aby zbadać także działania przedstawicieli rządu ws. prywatyzacji sektora bankowego od 1989 r. Zdaniem wielu komisja ta jest niezgodna z konstytucją i być może cały ten pomysł upadnie, gdyż LPR de facto przeszła już do "konstruktywnej" opozycji. Na razie jednak czekają nas sejmowe debaty i głosowanie nad powstaniem tego nowego gremium (najprawdopodobniej już w najbliższy piątek). O wiele istotniejsze są jednak informacje odnośnie przesunięcia głosowania nad samorozwiązaniem Sejmu na 4-6 kwietnia, co powoduje, że wiosenne wybory parlamentarne stają się w zasadzie nierealne (choć i tak nimi były). W najbliższym czasie można będzie oczekiwać powrotu zainteresowania danymi makro (dzisiaj przetarg zamiany obligacji, a jutro dane o sprzedaży detalicznej i bezrobociu w lutym).
Podsumowując, w pierwszych godzinach notowań spodziewamy się jeszcze słabszej złotówki. Jednak dzisiejsza sesja może już przynieść przesilenie. Tym samym okolice 3,93 zł na euro i 3,2450-3,25 zł na dolarze można już wykorzystywać do sprzedaży walut i ponownego wejścia w złotego.
Rynek międzynarodowy:
Wtorek przyniósł umocnienie się dolara w relacji do euro. W efekcie pokonany został w dół poziom figury 1,21 na EUR/USD i przetestowaliśmy okolice 1,2075 (podwójnie w trakcie kilku godzin). Dzisiaj rano notowania eurodolara oscylowały wokół 1,2081.
"Zielonemu" pomogło wcześniejsze przemówienie Bena Bernanke, a także opublikowane dane o inflacji PPI za luty. Wprawdzie główny wskaźnik spadł o 1,4 proc. m/m, ale jego wartość netto wzrosła o 0,3 proc. m/m wobec oczekiwanych 0,1 proc. m/m. To sprawiło, że na rynku ponownie zaczęto głośno mówić o tym, że cykl podwyżek stóp procentowych w USA zakończy się dopiero na poziomie 5 proc.