Popyt na ropę i gaz jest nieelastyczny, może więc wcześniej dojść do krachu gospodarczego, aniżeli prawdziwego spadku popytu na paliwa. Może jednak wywołanie kryzysu będzie jedynym środkiem na przeczyszczenie rynku, któremu potrzebny jest kubeł zimnej wody jak nigdy dotąd.
Wielkanoc jest okresem, w którym mówienie podniesionym głosem jest szczególnie uzasadnione, zwłaszcza, że istnieją poważne powody, które powinny zainteresować inwestorów. Najnowsze dane GUS-u o inflacji konsumentów pokazują deflację w marcu -0.1% miesiąc do miesiąca (marzec do lutego), przy stagnacji cen już w lutym. A przy tym niestety nowe wzrosty cen surowców nie pozostawiają żadnych złudzeń, że inflacja odłożona wystąpi za kilka miesięcy. To oczywiście poprawi nastrój w Narodowym Banku Polskim, ale nie zdejmie smutku z twarzy tych osób, które zauważą wyjątkowo nie popytowy charakter zwyżek cen. Ropa naftowa zwykłym surowcem nie jest i nie jest nim gaz ziemny, z którego między innymi produkuje się duże ilości nawozów azotowych. Nie istnieją żadne liczące się zamienniki ropy i gazu. Popyt na paliwa nie spadnie. Załamie się w tych krajach, które nie mają lub mają mniej gotówki do uzupełniania zapasów, albo w tych krajach, które nie posiadają siły wojskowej do ich zdobycia siłą. Niestety tak to wygląda, że sam rynek nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów współczesnej gospodarki. W tym przypadku pomocną dłoń potrafią wyciągnąć wojskowi stratedzy, którzy posiadają środki do realizacji akcji militarnych. Nafta rządzi światem.
Zanim rozpoczęła się wojna w Iraku okazało się, że świat demokratyczny jest rozbity, podzielony i z wygrywającymi lokalnymi ambicjami jego polityków. Po Europie drepczą ludzie ubrani w antyamerykanizm, ale nawet to nie jest w stanie sprawić, aby Europa zaczęła wreszcie mówić jednym głosem na temat polityki zagranicznej, a jej deklaracje odnośnie polityki obronnej nie przekładają się na faktyczne wydatki. Na gruzach stalinowskich fascynacji zachodnioeuropejskich filozofów Europa nie przestała oddalać się od Ameryki w odpowiedzi na amerykański hegemonizm, imperializm, szerzenie globalnego kapitalizmu i wszelkie inne zło dzisiejszego świata. Zwycięzcą podziałów, o których mowa, jest Rosja, która pod wodzą Putina przeżywa prawdziwy renesans bardzo silnego wzrostu gospodarczego i odnosi sukces w postaci miejsca w G-7 i symbolicznie wyższej pozycji w NATO. G7 spotka się w tym tygodniu w Waszyngtonie w składzie, który przypomina rozmowę o przeszłości. Już teraz wiadomo, że możliwości rezerw Chin, Rosji, Indii i innych krajów pozwalają na wiele, a zwłaszcza na to, aby głosy tych krajów w ustach ministrów finansów i bankierów centralnych brać lepiej pod uwagę, albo zmieniając skład G-7, albo uzupełniając go. Na razie tylko Rosja myśli życiowo i nie przegapia okazji, bowiem po 11 września wykorzystała sytuację, otworzyła się na współpracę antyterrorystyczną i zbliżyła do kręgów, do których formalnie nie należy.
W pierwszym tygodniu po świętach cóż wielkich może obchodzić bardziej od Chin. Prezydent Hu będzie rozmawiał z prezydentem Bushem. Niewątpliwie temat deficytu handlowego USA zostanie poruszony, ale epatowanie tanim deficytem byłoby przesadą. Na tak zwanym wolnym rynku, tak umiłowanym przez neoliberalistów, Chiny mają niejakie trudności w dostępie do istniejących złóż ropy naftowej. Pieniędzy im nie brakuje, ale okazuje się, że w przypadku nafty pieniądze nie zawsze odgrywają najważniejszą rolę. Wbrew deklaracjom zwolenników wolnego rynku, do pewnych transakcji nie dochodzi, ponieważ występują siły uniemożliwiające ich zawarcie.
Zjawisko deflacji w krajowej gospodarce nie jest czymś zupełnie nowym. Fiasko polityki monetarnej widoczne jest jak na dłoni i niestety podnosi problem wymiany sternika. Z dziesięciu typowych wydarzeń związanych z wymianą sternika zrealizowało się już sporo. Po pierwsze znalazł się przynajmniej jeden polityk, który zanegował konieczność wymiany Balcerowicza. Po drugie znalazł się przynajmniej jeden, który zaatakował za brak patriotyzmu każdego, kto mówi, że Balcerowicz musi odejść. Po trzecie znalazł się taki, który winę za Balcerowicza zrzucił na Kwaśniewskiego. Po czwarte znalazł się taki, który powiedział światu, że albo niech poprze wymianę Balcerowicza, albo niech poprze ciemnogród. Po piąte, znalazł się jeden stale pojawiający się we wszystkich programach powtarzając, że zawsze chciał wymienić Balcerowicza. Po szóste znalazł się i taki dla zamącenia w głowach ludziom, aby przestali rozróżniać wymianę żarówki od zamiany jednej spalonej na drugą taką samą.