Reklama

Komentarz z rynku

Analiza fraktalna na wtorek 18.04.06 Jednym ze sposobów ograniczenia wzrostu cen ropy jest uczynienie z niej surowca na który nas nie stać. Silniejszy dolar przy nowym rekordzie cen ropy 72.12 dolarów za baryłkę skończyć się może niedobrze dla którejś gospodarki.

Publikacja: 18.04.2006 13:38

Popyt na ropę i gaz jest nieelastyczny, może więc wcześniej dojść do krachu gospodarczego, aniżeli prawdziwego spadku popytu na paliwa. Może jednak wywołanie kryzysu będzie jedynym środkiem na przeczyszczenie rynku, któremu potrzebny jest kubeł zimnej wody jak nigdy dotąd.

Wielkanoc jest okresem, w którym mówienie podniesionym głosem jest szczególnie uzasadnione, zwłaszcza, że istnieją poważne powody, które powinny zainteresować inwestorów. Najnowsze dane GUS-u o inflacji konsumentów pokazują deflację w marcu -0.1% miesiąc do miesiąca (marzec do lutego), przy stagnacji cen już w lutym. A przy tym niestety nowe wzrosty cen surowców nie pozostawiają żadnych złudzeń, że inflacja odłożona wystąpi za kilka miesięcy. To oczywiście poprawi nastrój w Narodowym Banku Polskim, ale nie zdejmie smutku z twarzy tych osób, które zauważą wyjątkowo nie popytowy charakter zwyżek cen. Ropa naftowa zwykłym surowcem nie jest i nie jest nim gaz ziemny, z którego między innymi produkuje się duże ilości nawozów azotowych. Nie istnieją żadne liczące się zamienniki ropy i gazu. Popyt na paliwa nie spadnie. Załamie się w tych krajach, które nie mają lub mają mniej gotówki do uzupełniania zapasów, albo w tych krajach, które nie posiadają siły wojskowej do ich zdobycia siłą. Niestety tak to wygląda, że sam rynek nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów współczesnej gospodarki. W tym przypadku pomocną dłoń potrafią wyciągnąć wojskowi stratedzy, którzy posiadają środki do realizacji akcji militarnych. Nafta rządzi światem.

Zanim rozpoczęła się wojna w Iraku okazało się, że świat demokratyczny jest rozbity, podzielony i z wygrywającymi lokalnymi ambicjami jego polityków. Po Europie drepczą ludzie ubrani w antyamerykanizm, ale nawet to nie jest w stanie sprawić, aby Europa zaczęła wreszcie mówić jednym głosem na temat polityki zagranicznej, a jej deklaracje odnośnie polityki obronnej nie przekładają się na faktyczne wydatki. Na gruzach stalinowskich fascynacji zachodnioeuropejskich filozofów Europa nie przestała oddalać się od Ameryki w odpowiedzi na amerykański hegemonizm, imperializm, szerzenie globalnego kapitalizmu i wszelkie inne zło dzisiejszego świata. Zwycięzcą podziałów, o których mowa, jest Rosja, która pod wodzą Putina przeżywa prawdziwy renesans bardzo silnego wzrostu gospodarczego i odnosi sukces w postaci miejsca w G-7 i symbolicznie wyższej pozycji w NATO. G7 spotka się w tym tygodniu w Waszyngtonie w składzie, który przypomina rozmowę o przeszłości. Już teraz wiadomo, że możliwości rezerw Chin, Rosji, Indii i innych krajów pozwalają na wiele, a zwłaszcza na to, aby głosy tych krajów w ustach ministrów finansów i bankierów centralnych brać lepiej pod uwagę, albo zmieniając skład G-7, albo uzupełniając go. Na razie tylko Rosja myśli życiowo i nie przegapia okazji, bowiem po 11 września wykorzystała sytuację, otworzyła się na współpracę antyterrorystyczną i zbliżyła do kręgów, do których formalnie nie należy.

W pierwszym tygodniu po świętach cóż wielkich może obchodzić bardziej od Chin. Prezydent Hu będzie rozmawiał z prezydentem Bushem. Niewątpliwie temat deficytu handlowego USA zostanie poruszony, ale epatowanie tanim deficytem byłoby przesadą. Na tak zwanym wolnym rynku, tak umiłowanym przez neoliberalistów, Chiny mają niejakie trudności w dostępie do istniejących złóż ropy naftowej. Pieniędzy im nie brakuje, ale okazuje się, że w przypadku nafty pieniądze nie zawsze odgrywają najważniejszą rolę. Wbrew deklaracjom zwolenników wolnego rynku, do pewnych transakcji nie dochodzi, ponieważ występują siły uniemożliwiające ich zawarcie.

Zjawisko deflacji w krajowej gospodarce nie jest czymś zupełnie nowym. Fiasko polityki monetarnej widoczne jest jak na dłoni i niestety podnosi problem wymiany sternika. Z dziesięciu typowych wydarzeń związanych z wymianą sternika zrealizowało się już sporo. Po pierwsze znalazł się przynajmniej jeden polityk, który zanegował konieczność wymiany Balcerowicza. Po drugie znalazł się przynajmniej jeden, który zaatakował za brak patriotyzmu każdego, kto mówi, że Balcerowicz musi odejść. Po trzecie znalazł się taki, który winę za Balcerowicza zrzucił na Kwaśniewskiego. Po czwarte znalazł się taki, który powiedział światu, że albo niech poprze wymianę Balcerowicza, albo niech poprze ciemnogród. Po piąte, znalazł się jeden stale pojawiający się we wszystkich programach powtarzając, że zawsze chciał wymienić Balcerowicza. Po szóste znalazł się i taki dla zamącenia w głowach ludziom, aby przestali rozróżniać wymianę żarówki od zamiany jednej spalonej na drugą taką samą.

Reklama
Reklama

Spodziewam się, że na najbliższym posiedzeniu RPP nastąpi obniżenie stóp procentowych. Przy obecnym poziomie popytu wewnętrznego, recesji produkcji przemysłowej i słabej sprzedaży detalicznej jest sporo przestrzeni do obniżek. Pierwszy kwartał przejdzie w krajowej gospodarce jako kiepski, bardzo kiepski. Eksport przestał być lokomotywą gospodarki, a mieszkalnictwo jeszcze na dobre nią nie jest. Raz z powodu wysokich kosztów kredytu, dwa z powodu słabej dynamiki wzrostu średniego wynagrodzenia i trzy z powodu szybszego wzrostu cen metra kwadratowego nowego mieszkania. Ten ostatni czynnik jest wynikiem nie tyle wyższych rzeczywistych kosztów budowania, co kreatywnej księgowości w tworzeniu tych kosztów i chęci zarobienia na rynku krajowym i dużo i szybko, znacznie więcej i znacznie szybciej niż w krajach piętnastki. Na krajowym rynku budowlanym polskie firmy przejmowane są przez zagraniczne spółki, nie spiesząc się ze zmianami nazw handlowych na obce. Potencjał tego rynku jest przeogromny. Brakuje jednak solidnego taniego finansowania, a zarobki konsumentów pozostają żenująco niskie. Część mieszkań nabywana jest w celach spekulacyjnych zarówno przez osoby krajowe, jak i zagraniczne.

Dane handlu zagranicznego Polski w okresie styczeń-luty 2006 nie zachwyciły. W ujęciu złotówkowym eksport lutego wzrósł +2.89% m/m, natomiast import wzrósł +4.26%. Ani eksport ani import nie przekroczył poziomu grudnia zeszłego roku. Wzrost eksportu nastąpił w warunkach bardzo silnej złotówki. USDPLN utrzymywał się przeważnie poniżej 3.1900, natomiast EURPLN poniżej 3.8100, co oznacza że w lutym krajowi eksporterzy mieli wyjątkowo niekorzystną sytuację i nie byli konkurencyjni na rynku.

Aprecjacja złotego w wyniku importu kapitału osłabiła konkurencyjność naszej gospodarki, ale bank centralny korzysta jedynie ze swobody polityki pieniężnej i rygorystycznie przestrzega ustawowego głównego obowiązku, natomiast wyklucza aktywną politykę kursową. Niski poziom inflacji w Polsce stwarza możliwości niesterylizowanej interwencji na rynku walutowym. Tego typu interwencja ma miejsce, kiedy bank centralny, skupując waluty, pozwala na wzrost ilości złotych w obiegu. Interwencja niesterylizowana może powieść się jako reakcja na czynniki jednorazowe takie jak duże transakcje prywatyzacyjne, napływ dewiz z emisji euroobligacji czy sezonowy wzrost zapotrzebowania budżetu na pożyczki.

Trzeba jednak podkreślić, że rząd nie może zwalić całej odpowiedzialności na jeden bank centralny. Niezbędne jest jego działanie w kierunku osłabienia kursu złotego poprzez ograniczanie deficytu budżetowego i poprzez zakup walut na obsługę długu zagranicznego na rynku międzybankowym. Osłabienie konkurencyjności eksportu i utrzymywanie się przewagi importu w naszej sytuacji prowadzi do importu bezrobocia. Prognoza Unii Europejskiej przewidywała już kilka lat temu, że po wejściu wszystkich dziesięciu krajów do Unii Europejskiej deficyt w obrotach towarowych zwiększy się o prawie 50%. Na jakiej podstawie rządy naszego kraju robiły nadzieję, że bezrobocie spadnie - nie wiadomo.

Rząd nie ma żadnych instrumentów do kształtowania polityki kursowej. Nie ma a przecież mógłby mieć, gdyby chciał. Jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej rząd opracował strategię rozwojową przyjętą przez Sejm. Tam jest zapisane, że warunkiem rozwoju jest zmiana polityki pieniężnej banku centralnego i włączenie się polityki pieniężnej w poparcie programu gospodarczego rządu. W przeciwnym wypadku gospodarce grozi stagnacja, a nawet kryzys.

Zatem naciski na NBP i Radę Polityki Pieniężnej absolutnie nie zaczęły się kilka miesięcy temu. I sprawy te zostały zapisane w oficjalnych dokumentach państwowych.

Reklama
Reklama

Zwalczyliśmy inflację poprzez ograniczenie dochodów ludności. Wyprodukowano bezrobocie sięgające 3 milionów osób i utrzymujemy wysokie stopy procentowe, by ograniczyć kredyt. Wysokie stopy procentowe oznaczają, że popularność kredytów hipotecznych w obcych walutach trzeba temperować biurokratycznie rozporządzeniami Nadzoru Bankowego. Ograniczono się do czynników popytowych, chociaż inflacja bierze się przede wszystkim wtedy, gdy popyt przewyższa możliwości podaży ze strony przedsiębiorstw. Zastosowano tak proste środki jak rąbanie drewna. A przy tym pomimo solidnego wzrostu PKB pieniądze, które wypracowała nasza gospodarka uciekają w postaci transferów zysków i podnoszenia kosztów firm zagranicznych w Polsce. W ubiegłym roku inwestycje bezpośrednie zagranicy w Polsce spadły o ponad 30%, natomiast inwestycje portfelowe wzrosły o ponad 36%. Napływ pieniędzy spekulacyjnych z zagranicy winduje indeksy warszawskiej giełdy w nowe rejony rekordowych notowań. W tygodniu przedświątecznym dowiedzieliśmy się, że deficyt obrotów bieżących w lutym wyniósł 538 mln euro, wobec 763 mln euro w styczniu. Saldo transferów rządowych z UE było ujemne i wyniosło 153 mln euro. Ta ostatnia wiadomość jest wodą na młyn wszystkich eursceptyków.

Wzrost cen ropy jest podyktowany obawami o odcięcie dostaw irańskich. Również droższa jest miedź, cynk i srebro. Wzrost cen surowców przypomina rozpędzony pociąg. Dolar nie powinien być tak mocny do euro jak obecnie i pomimo zwyżki euro/dolara o 160 punktów w ciągu wczorajsze sesji trudno jeszcze uznać dolara za słabego. Drogi dolar jest bardzo złym sygnałem dla wszystkich krajów uzależnionych od importu surowców strategicznych.

Budowa nowej koalicji rządowej zbliża się do chyba do zakończenia. Ale umocnienie złotówki jest zasługą wyłącznie rynku globalnego. O godzinie 12:35 USDPLN notowany był na 3.2030, natomiast euro/złoty na poziomie 3.9289. EURUSD notowany jest w tym samym czasie na poziomie 1.2262. Jak podnosiłem w minionym tygodniu mocny dolar pomimo drożejących surowców jest prawdopodobnie tymczasowym zjawiskiem. I rzeczywiście tak się stało. Oznacza to, że nastąpiły korzystne zmiany u tych inwestorów, którzy przyjęli strategię osłabienia się dolara w stosunku do euro i umocnienia się złotówki na całym froncie. Umocnienie się złotówki częściowo rekompensuje wzrost cen paliw, ale rzuca się w oczy fakt, że quasi-monopole polskiego rynku natychmiast przerzucają ryzyko na klientów, czyli kierowców, chociaż, gdy ropa taniała, ceny hurtowe i detaliczne spadały z dużym opóźnieniem.

Bank Japonii nie zmienił stóp procentowych na ostatnim posiedzeniu i był jednomyślny w tej decyzji, co niewątpliwie może budzić zdumienie w świetle wystąpień jego przedstawicieli wcześniej w tym roku. Miesiąc po tym jak Adams, podsekretarz stanu departamentu skarbu USA, podnosił obawy amerykańskich producentów samochodów o interweniowanie Japonii na rynku walutowym, Rada Polityki Handlowej Producentów Samochodów zwróciła się do Departamentu Skarbu, aby w półrocznym raporcie walutowym umieścić wzmiankę o Japonii o jej zaangażowaniu w szkodliwą manipulację walutową. Raport zostanie przedłożony Kongresowi w tym tygodniu. Rada oskarża Japonię o interwencje werbalne mające na celu sztuczne utrzymanie słabszego jena w stosunku do dolara. USDJPY spadł wczoraj z 118.55 do 117.52, a więc w porównaniu z euro/dolarem zmiana notowań była znacznie skromniejsza.

Paweł Koszarny

Analityk FMA

Reklama
Reklama
Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama