Obywatele w większości nie chcą albo nie potrafią myśleć społecznie, a z tych którzy potrafią i chcą - garstka nadaje się do mianowania ich ekspertami. Sprawność społeczna zależy od tego, jak wiele obowiązków nakłada się na struktury aparatu państwowego i jakiej wagi są to obowiązki i jak rozlicza z efektów tej pracy. Neoliberalny rynek nawet w części tworzenia dóbr nie jest ani "mądry" czy rozsądny. Gdyby tak było, nigdy nie wystąpiłby żaden kryzys a przykładów marnotrawienia ludzkiej pracy i środków, nawet życia, można przytoczyć długą listę. A na pewno ten neoliberalny rynek nie potrafi powiedzieć co i jak Kowalski powinien konsumować, aby wyszło mu to na zdrowie i miał z tego korzyści o jakich nigdy mu się nie śniło. I proszę konsumpcję rozumieć tutaj szeroko, zarówno w sensie materialnym jak i niematerialnym.
Polska nie jest ani rozdętym ani socjalnym państwem i nadużyciem jest obłudne sugerowanie, że jedno i drugie należy ograniczać czy z nim walczyć. Praworządność redukowana jest do ochrony praw i przywilejów korporacyjnych, ale według słów Balcerowicza praworządność to ograniczanie władzy polityków tam, gdzie ona szkodzi. Prawdopodobnie ograniczaniem władzy polityków mogłyby się zająć tak zwane wolne media, a o szkodliwości czy nieszkodliwości władzy polityków wyrokowałyby krasnoludki albo inni politycy, a z pewnością nie te tak zwane wolne media, ani żadna korporacja realizująca swoje cele. I oczywiście to nie kłóciłoby się z prawami nadanymi przez zabiegi demokratyczne, na przykład z prawami nadanymi w wyniku wolnych wyborów, bowiem demokracja dla mnie jest fajna tylko pod jednym warunkiem, że ja jestem u władzy, albo jestem członkiem korporacji, której prawa zawarte są w Konstytucji.
Ten neoliberalny rynek musiałby rewaluować chińskiego juana o jakieś 40% i wtedy prezydent Bush mógłby liczyć na to, że deficyt handklu zagranicznego z Chinami zredukowany zostanie w wyraźny sposób. Tymczasem prezydent Hu rozpoczął wizytę w USA od spotkań pozarządowych, a to w Microsofcie, a to z Billem Gatesem, a to u Boeinga. PKB Q1 Chin wzrosło o 10.2%. Według wielu obserwatorów ten model wzrostu gospodarki Chin jest nie do utrzymania na dłuższą metę i szczególnie negatywnym aspektem jest nadprodukcja dóbr i wywindowanie światowych cen surowców na rekordowe poziomy. Szybki wzrost kredytów, powiększająca się nadwyżka handlowa, wzrost rezerw walutowych i dwucyfrowy wzrost gospodarczy zmuszają do patrzenia z niepokojem na najwiekszy kraj Azji. Dzisiaj Bush znajdzie trochę czasu na rozmowy z Hu i z pewnością porozmawiają sobie zarówno o wymianie handlowej, jak i o juanie i dalszej polityce kursowej. Pierwsze strony amerykańskich gazet pełne są wzmianek na ten temat. Jakby zupełnie na dalszym planie jest fakt, że Chiny nie cierpią na brak wysoko wyspecjalizowanej kadry, zdolnej do tworzenia postępu na skalę niespotykaną.
Rekordowe ceny surowców mocniej zachwiały dolarem, który osłabił się wieczorem do 1.2394 na euro/dolarze. Nawet publikacja amerykańskiego wskaźnika inflacji konsumentów CPI nie zmieniła wiele. CPI okazał się znacznie większy od oczekiwań i wzrósł miesiąc do miesiąca +0.4%, a w części bazowej +0.3%. Wysoka inflacja jest dyskontowana w postaci rekordowych cen złota, które dzisiaj notowane było na poziomie 647.00 dolarów za uncję. Ameryka ma wielki problem ze wzrostem cen. Wcześniejsze dane PPI pokazały raczej uśpioną inflację, a dane z rynku nieruchomości - spadek liczby nowych budów i spadek liczby pozwoleń na budowę w marcu odpowiednio o -7.8% m/m i -5.5% m/m. Ropa naftowa pozostaje powyżej 72 dolarów za baryłkę i to niestety dla dolara nie jest dobra wiadomość i nie pozwalająca na umacnianie się zielonego.
W kraju przeciętne wynagrodzenie w marcu wzrosło +3.5% m/m i +5.4% r/r. Potwierdzenia trendu należy szukać w danych następnych miesięcy. Na razie wynagrodzenia nie nadążają za rosnącymi kosztami mieszkalnictwa, a więc nie można powiedzieć, że ich obecny wzrost jest groźny dla poziomu inflacji. Złotówka dramatycznie umocniła się w ciągu tego tygodnia, głównie za sprawą rynku globalnego, ale nie umocniłaby się w taki sposób, gdyby nie zmiana oczekiwania funduszy spekulacyjnych odnośnie polskich stóp procentowych. Popyt na złotówkę odzwierciedla większe prawdopodobieństwo obniżek stóp krajowych niż przedtem. Najnowsze dane GUS-u o inflacji konsumentów pokazują deflację w marcu -0.1% miesiąc do miesiąca (marzec do lutego), przy stagnacji cen już w lutym. Cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego jest bardzo odległy. Dzisiaj USDPLN spadł drugi raz do 3.1460 i wskaźnik dziennych na poziomie -270 już wczoraj sygnalizował ekstremalne wyprzedanie rynku. Nietrudno o korektę choćby na zamykanie krótkich pozycji. Momentum spadkowe utrzyma się nadal przy zamknięciach słabszych od 3.1600. Spadki EURPLN są o wiele skromniejsze i rynek nie jest ekstremalnie wyprzedany. Pod koniec miesiąca EURPLN powinien wejść w chmurę Ichimoku i zapowiada to zwykle jeszcze niższe ceny. Wsparcie z chmury znajduje się na poziomie 3.8700. Atraktorem końca kwietnia jest poziom niewiele poniżej 3.8900 i jak widać spadki euro/złotego zbliżyły się cenami do teoretycznego poziomu równowagi. Nie jest możliwe, aby bez większych powodów złotówka osłabiała się teraz do 3.2400, chociaż krakania o tym było bardzo wiele.