Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła zatem realnie o +1.7% m/m. Podana została również inflacja producentów, która wzrosła +0.7% m/m i +0.9% r/r. Wskaźnik PPI marca wzrósł głównie ze względu na podwyżki w górnictwie i w sektorach kontrolowanych przez monopole (woda, energia elektryczna, gaz). W przetwórstwie przemysłowym mamy do czynienia z deflacją -0.5% m/m. Zatem wzrost cen we wskaźniku PPI nie ma charakteru popytowego i nie powinien wpłynąć na ogólny poziom inflacji konsumenckiej w taki sposób, aby uniemożliwić obniżkę stóp procentowych. Takie oczekiwania są wyraźne w notowaniach złotówki dyktowanych przez ośrodki zagraniczne. W czwartek złotówka miała miejsce modelowe i osiągnęła na dołku stan ekstremalnego wyprzedania. Zgodnie z rytmem fraktalnym korekta wzrostowa od tego miejsca jest czymś normalnym. Jedno jest po tych danych pewne - mamy do czynienia z pewną stabilizacją produkcji przemysłowej i brakiem popytowych czynników powiększających ryzyko zwiększenia inflacji a przy tym historycznie bardzo wysokie realne stopy procentowe. Istnieje duża przestrzeń do obniżek stóp procentowych przez RPP. Wczoraj USDPLN spadł do 3.1358, natomiast EURPLN do 3.8650.
Wizyta prezydenta Chin w Waszyngtonie nie wniosła do interesujących nas tematów deficytu handlowego USA i kursu juana niczego nowego. Przedtem Chiny wylały sporo zimnej wody na głowy tych, którzy chcieliby szybko nałożyć jakieś restrykcje na chiński eksport do USA. Państwowe Biuro Statystyczne podało, że problemy handlowe nie mogą być rozwiązane przez proste zabiegi kursem walut, a przykładem niepowodzenia takiego myślenia jest historia handlu między Japonią a Stanami Zjednoczonymi. PKB Chin wzrosło w Q1 tego roku o 10.2%, po wzroście o 9.9% w Q4 roku 2005. Hu Jintao sugerował, że Chiny uczynią krok w kierunku uelastycznienia kursu juana w przyszłości, ale będzie to proces stopniowy a nie gwałtowny. Jak pamiętamy dla ocieplenia stosunków senatorowie Schumer i Graham zdecydowali się przełożyć głosowanie w sprawie nałożenia 27.5% cła na import z Chin. Juan osłabił się zatem w ślad za mizernymi rezultatami rozmów, bowiem nawet niczego nowego nie dowiedzieliśmy się od Departamentu Skarbu. Sekretarz Skarbu John Snow naciskał w czasie wizyty na szefa Banku Chin i przewodniczącego Państwowej Komisji Rozwoju i Reform na wprowadzenie większej elastyczności kursowej. Przedstawiciel Departamentu Skarbu odmówił przyjmowania pytań i składania wyjaśnień prasowych. Świadczy to o tym, że Stany Zjednoczone nie mają jednak wypracowanego jednolitego silnego stanowiska względem Chin i nie chcą za bardzo narazić się stronie chińskiej.
Tylko neoliberalny rynek musiałby rewaluować chińskiego juana o jakieś 40% i wtedy prezydent Bush mógłby liczyć na to, że deficyt handklu zagranicznego z Chinami zredukowany zostanie w wyraźny sposób. Tymczasem prezydent Hu rozpoczął wizytę w USA od spotkań pozarządowych, a to w Microsofcie, a to z Billem Gatesem, a to u Boeinga a zakończył w Białym Domu z mniejszą pompą niż mógł się spodziewać. PKB Q1 Chin wzrosło o 10.2%. Według wielu obserwatorów ten model wzrostu gospodarki Chin jest nie do utrzymania na dłuższą metę i szczególnie negatywnym aspektem jest nadprodukcja dóbr i wywindowanie światowych cen surowców na rekordowe poziomy. Szybki wzrost kredytów, powiększająca się nadwyżka handlowa, wzrost rezerw walutowych i dwucyfrowy wzrost gospodarczy zmuszają do patrzenia z niepokojem na największy kraj Azji.
Rekordowe ceny surowców zmieniły się gwałtownie w trakcie wczorajszej sesji. Nastąpił niezwykle silny spadek cen srebra, złota i innych metali. Srebro spadło z 23-letniego szczytu 14.68$ do 12$, złoto po rekordzie 645.75$ spadło do 616.80 dolarów za uncję. Ropa naftowa była na poziomie 74.48 dolarów za baryłkę i spadła do 73 dolarów. Ten niewątpliwie ogromny jednodniowy spadek cen surowców miał duży wpływ na wywołanie korekty spadkowej euro/dolara. Korekta ta prawdopodobnie będzie dominującym zjawiskiem w dalszej części ostatniej sesji tygodnia. Dzisiaj rozpoczęło się spotkanie ministrów finansów G7 przewidziane do zakończenia w sobotę. Nie ulega wątpliwości, że G7 podejmie rozmowy na temat sytuacji na rynkach finansowych. Zagrożenie uderzeniem na Iran przez USA wydaje się jeszcze dzisiaj jakimś nonsensem, ale nie uwzględnienie takiego ryzyka byłoby jeszcze większym błędem, zwłaszcza że ceny surowców, w tym ropy znajdują się na rekordowych poziomach nieznanych od dwudziestu kilku lat.
W kraju przeciętne wynagrodzenie w marcu wzrosło +3.5% m/m i +5.4% r/r. Potwierdzenia trendu należy szukać w danych następnych miesięcy. Na razie wynagrodzenia nie nadążają za rosnącymi kosztami mieszkalnictwa, a więc nie można powiedzieć, że ich obecny wzrost jest groźny dla poziomu inflacji. Złotówka dramatycznie umocniła się w ciągu tego tygodnia, głównie za sprawą rynku globalnego, ale nie umocniłaby się w taki sposób, gdyby nie zmiana oczekiwania funduszy spekulacyjnych odnośnie polskich stóp procentowych. Dane GUS-u o inflacji konsumentów pokazują deflację w marcu -0.1% miesiąc do miesiąca (marzec do lutego), przy stagnacji cen już w lutym. Cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego jest bardzo odległy. Dzisiaj USDPLN buduje świecę wzrostową. Już wczoraj wskaźnik CCI dziennych na poziomie -270 sygnalizował ekstremalne wyprzedanie rynku. Nietrudno było o korektę choćby na zamykanie krótkich pozycji. Momentum wzrostowe utrzyma się przy zamknięciach lepszych od 3.1450. Spadek EURPLN w czwartek był jednym z największych w tym roku i rynek nie był ekstremalnie wyprzedany. Pod koniec miesiąca EURPLN powinien wejść w chmurę Ichimoku i zapowiada to zwykle jeszcze niższe ceny. Wsparcie z chmury znajduje się na poziomie 3.8700. Atraktorem końca kwietnia jest poziom niewiele poniżej 3.8900 i jak widać spadki euro/złotego zbliżyły się cenami do teoretycznego poziomu równowagi.