Spodziewano się, że deficyt wyniesie 2,1mld EUR, podczas gdy faktycznie mieliśmy do czynienia z nadwyżką na poziomie 1,2mld EUR. Główny impuls deprecjonujący dolara poszedł więc z pary EUR/USD. Można powiedzieć, że trochę w tym zasługi braku innych danych, zatem inwestorzy w zasadzie nie mili innego punktu odniesienia, jak skupić się na tym, co jest publikowane. Przeceny dolara nie zatrzymały także nadal taniejące surowce, czy również oczekiwania na czwartkowe publikacje na temat zweryfikowanych danych o PKB w I kwartale.
Jeśli chodzi o dzisiejsze wydarzenia makroekonomiczne, to danych z USA również nie zaplanowano (pierwsze publikacje dopiero jutro), ale o godzinie 16.00 uwagę inwestorów przykują z pewnością przemówienia szefa FED, Bena Bernanke, jak również Sekretarza Skarbu, Johna Snowa. Inwestorzy jak zawsze będą próbowali wyłuskać z przemówienia informacje mogące sugerować kierunek dalszej polityki monetarnej. Po zeszłotygodniowych danych na temat CPI, aktualne nastawienie nadal sugeruje możliwość kontynuacji wzrostu ceny pieniądza w USA. Oprócz dzisiejszych, popołudniowych przemówień, od rana zapoznamy się jeszcze z danymi z Eurolandu, gdzie opublikowane zostaną zamówienia przemysłowe za marzec. Oczekuje się ich spadku o 0,9%. Jeśli chodzi o rynek krajowy, to o 14.00 poznamy dziś dane na temat inflacji bazowej za kwiecień (prog. 0,9% r/r) oraz dane dotyczące koniunktury w przemyśle, budownictwie, handlu i usługach.
EUR/USD
Wczorajszy wzrost eurodolara dotarł obecnie do okolic najbliższego, krótkoterminowego oporu, czyli ponad tygodniowej linii spadkowej. Jest ona zlokalizowana przy cenie 1,2855. Jej trwałe przełamanie winno się przełożyć na dalsze osłabienie dolara w kierunku zeszłotygodniowych maksimów, czyli 1,2971. Ich przełamanie kończyłoby w zasadzie całą korektę i otwierałoby drogę do kontynuacji dotychczasowego trendu deprecjacji dolara. Jeśli chodzi o wsparcia, to najbliższym jest obecnie 1,2780, natomiast niżej popytu należałoby się również spodziewać przy cenie 1,27.
USD/JPY