Spadki na tamtych rynkach były z kolei efektem pogorszenia notowań na rynku surowców oraz odpływem zagranicznych kapitałów. Nasz rynek już na początku zanotował wyraźny spadek, a w ciągu dwóch pierwszych godzin jeszcze go pogłębił. Tuż przed południem zaczęło się odrabianie strat, ale kiedy indeksy dotarły do poziomów otwarcia cały optymizm wyparował. A ponieważ zbiegło się to z pogorszeniem atmosfery na zagranicznych parkietach, rynek powrócił do spadków. Tym razem tempo zniżki było jednak wyraźnie wyższe i już po upływie pół godziny indeksy wyznaczały nowe dwumiesięczne minima. Przecena trwała do końca sesji i praktycznie nie była przerywana korekcyjnymi impulsami. Spadki w przypadku większości spółek były bardzo duże, rynek spadał właściwie całą szerokością, a z komponentów WIG20 najsłabiej zachowywały się spółki surowcowe oraz Bioton i TPSA. Przy tak dużych zmianach cen handel, siłą rzeczy, musiał być aktywny - obroty były najwyższe w historii rynku. Rekordowe obroty w połączeniu z największym od sześciu lat spadkiem indeksów mogą sugerować sesję przesilenia - nastroje na rynku są już tak złe, że najbliższe dni powinny przynieść odbicie.
Sytuacja techniczna rynku wygląda kiepsko. WIG20 wybił się wczoraj dołem z rocznego kanału wzrostowego oraz pokonał trzecie zniesienie Fibonacciego trwającej od połowy marca fali wzrostowej. To najprawdopodobniej zapowiada zakończenie średnioterminowego trendu wzrostowego. Na wykresie indeksu utworzyła się wysoka czarna świeca, przy rekordowych obrotach. Kształt świecy jest, delikatnie ujmując, mało optymistyczny, ale w połączeniu z bardzo wysokimi obrotami, może świadczyć o kulminacji wyprzedaży. Paradoksalnie może więc zapowiadać odbicie na najbliższych sesjach. Może ono przybrać formę ruchu powrotnego do dolnej linii rocznego kanału wzrostowego, przebiegającej obecnie na wysokości ok. 3015 pkt. Układ wskaźników technicznych jest wyraźnie negatywny, w przypadku wielu z nich widać jednak duże wyprzedanie. Reasumując obraz techniczny rynku jest dość pesymistyczny, ale skala ostatnich spadków przemawia za odbiciem na najbliższych sesjach. Będzie ono najprawdopodobniej dosyć szybkie, ale też niezbyt mocne.