Kiedyś za taką uznawany był tylko amerykański dolar, obecnie jest to także euro. W efekcie o wyborze decydują czynniki makroekonomiczne, a także geopolityczne.
Poza środową publikacją indeksu IFO z Niemiec, na rynek nie napłynęło wiele informacji ze strefy euro. Wskaźnik zaufania w niemieckim biznesie spadł wprawdzie w kwietniu do 105,6 pkt., ale na rynku oczekiwano gorszego odczytu (105,0 pkt.). O wiele więcej danych nadejdzie na rynek w nowym tygodniu. Najpewniej pomogą one w odpowiedzi na pytanie, czy i o ile Europejski Bank Centralny podniesie stopy procentowe na posiedzeniu zaplanowanym na 8 czerwca b.r. (obecny konsensus to 25 p.b.). Druga kwestia to dalsze spekulacje i pogłoski odnośnie zmian w strukturze rezerw banków centralnych na korzyść euro (zwłaszcza dotyczy to podmiotów azjatyckich).
O wiele więcej danych napłynęło w ostatnich dniach z USA, a ich wydźwięk był mieszany. Najbardziej wyczekiwane informacje o II odczycie PKB za I kwartał nie przyniosły wyraźnego impulsu dla rynku. Figura wyniosła 5,3 proc. kw/kw wobec oczekiwanych 5,7 proc. kw/kw, ale przy 4,8 proc. kw/kw w I odczycie. Z kolei szeroka miara inflacji, jaką jest deflator PKB wyniosła 3,3 proc. kw/kw (bez zmian do poprzedniego szacunku). Rynek będzie czekał na publikację kolejnych informacji, które pomogą w odpowiedzi na pytanie, czy FED zdecyduje się na dalsze zaostrzanie polityki monetarnej. W minionym tygodniu Ben Bernanke przyznał, że podziela obawy rynku związane z ryzykiem wyższej inflacji.
Rynek krajowy:
Mimo sporej wyprzedaży na warszawskim parkiecie w ostatnim tygodniu złoty był istną "oazą spokoju". Od 19 do 26 maja nasza waluta zyskała średnio 2 grosze wobec euro i pół grosza w relacji do dolara. W piątek o godz. 17:00 za jedno euro płacono 3,93 zł, a za dolara 3,0870 zł.