Amerykańskiej walucie nie pomogła zbytnio publikacja z zapisków z posiedzenia FED z 10 maja, która miała miejsce w minioną środę. Ogólny jej wydźwięk był bardziej "jastrzębi" niż miało to miejsce wcześniej, gdyż członkowie FOMC wyrażali wyraźne obawy odnośnie kształtowania się inflacji w najbliższych miesiącach. Przyznawano jednak, że wiele zależeć będzie od napływających danych makroekonomicznych i widoczna była pewna polaryzacja opinii. To zdaniem jednego z czołowych publicystów agencji Bloomberg, Johna Berry?ego może jednym z powodów, dla których do podwyżki stóp procentowych nie dojdzie. Drugą z przyczyn mogą okazać się rozczarowujące dane makroekonomiczne. Te z ostatnich dni pokazały, że tempo wzrostu gospodarczego w USA zaczyna słabnąć. W maju wskaźnik zaufania konsumentów spadł do poziomu 103,2 pkt., a indeks ISM do 54,4 pkt. Mniej niż oczekiwano (175 tys.) utworzono w tym okresie nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych - odczyt wyniósł 75 tys. Mimo, że prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych o 25 p.b. na posiedzeniu FED w dniu 29 czerwca b.r. nadal się utrzymuje, to oczekiwania te mogą zostać zrewidowane przez kolejne dane makro (5 czerwca podany zostanie ISM w usługach, a 13 i 14 czerwca dane o inflacji). Warto także pamiętać o zaplanowanej na najbliższy piątek publikacji danych o bilansie handlowym w kwietniu, gdzie spodziewany jest dalszy wzrost deficytu do 65 mld USD. Będzie to potwierdzeniem rynkowych obaw, iż nierównowaga w światowym handlu cały czas narasta i będzie pretekstem do dalszego osłabienia dolara (pisał o tym ostatnio m.in. Europejski Bank Centralny w swoim okresowym przeglądzie makroekonomicznym). Tymczasem naciski na Chiny są wciąż niewystarczające. Wprawdzie w ostatnim tygodniu Ludowy Bank Chin poinformował, że będzie podejmować dalsze działania mające na celu uelastycznienie kursu juana, ale według rynku same deklaracje to za mało. Na razie nie wiele też zmieni nominacja Henry?ego Paulsona na stanowisko Sekretarza Skarbu, do której doszło 30 maja b.r. Następca Johna Snowa, dotychczasowy prezes banku Goldman Sachs, uznawany jest za osobę o umiarkowanych poglądach.
Z kolei wspólna, europejska waluta otrzymała w ostatnim tygodniu spore wsparcie w postaci danych makroekonomicznych ze strefy euro. W kwietniu podaż pieniądza M3 wzrosła do rekordowego poziomu 8,8 proc. r/r, a wstępna inflacja za maj wyniosła 2,5 proc. r/r. Do tego dalszej poprawie uległy wskaźniki nastrojów w maju i lepszy odczyt odnotowano w przypadku indeksu PMI w przemyśle. Dosyć dobre informacje napływały także z Niemiec, gdzie w maju doszło do wyraźnego spadku stopy bezrobocia i wzrostu sprzedaży detalicznej w kwietniu. Mocne sygnały nadeszły także od przedstawicieli Europejskiego Banku Centralnego - Klaus Liebscher powiedział, że ECB uczyni wszystko, co uzna za stosowne, aby ograniczyć ryzyko inflacyjne. Tym samym niemal pewna wydaje się podwyżka o 25 p.b. do 2,75 proc. na posiedzeniu 8 czerwca b.r., a uczestnicy rynku liczą na jeszcze więcej w dalszej perspektywie.
Rynek krajowy:
Mijający tydzień przyniósł umocnienie naszej waluty, która znalazła wsparcie w dobrych danych makroekonomicznych. Wzrost gospodarczy w I kwartale 2006 r. wyniósł 5,2 proc r/r i choć odbyło się to przy niższym od zakładanego przyroście inwestycji (wzrost o 7,4 proc. r/r), to resort finansów podtrzymał tegoroczną prognozę na poziomie 4,6 proc. r/r. Jeszcze większym optymistą był premier Marcinkiewicz, który nie wykluczył dynamiki na poziomie 5,0-5,5 proc. r/r. Wpływ posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej na notowania był znikomy, gdyż tak jak oczekiwano nie zmieniła ona poziomu stóp procentowych (główna wynosi nadal 4,0 proc.). Z komunikatu towarzyszącemu decyzji wynikało także, że nie ma, co liczyć na cięcia stóp procentowych w perspektywie kolejnych kwartałów. Paradoksalnie rosną szanse na ewentualne podwyżki. Resort finansów poinformował, że inflacja w maju może wzrosnąć do poziomu 0,9 proc. r/r, a szef NBP zwrócił uwagę, że wzrost płac w gospodarce stał się czynnikiem ryzyka dla wzrostu cen. Co ciekawe rynek zignorował wypowiedź Leszka Balcerowicza, który przyznał, że spada prawdopodobieństwo dalszej aprecjacji złotego. Niewykluczone, że inwestorzy za dobrą monetę przyjęli opinię Dariusza Filara, który dodał, że dobre fundamenty makroekonomiczne będą amortyzować ewentualne szoki na rynkach. Nie bez znaczenia była także stabilna sytuacja w naszym regionie i osłabienie amerykańskiego dolara na świecie. W piątek po południu (godz. 16:42) za jedno euro płacono 3,9230 zł, a za dolara 3,0330 zł. Tydzień wcześniej było to odpowiednio 3,9050 zł i 3,0650 zł.
Sporządził: