Nowym czynnikiem osłabiającym nasz rynek w ogólności były poranne informacje o zaplątaniu się prezesa NBP w zeznaniach przed komisją sejmową, co musiało nadszarpnąć wiarygodnością do złotówki. Pojawienie się jutrzenki o północy musiałoby wprawić w prawdziwe zdumienie publiczność kierującą się racjonalnym myśleniem. Salvador Dali powiedziałby raczej, że to jednak ze słońcem coś jest nie tak, to słońce musiało zwariować. Jak pamiętam, Dali miał taki dar przekonywania w szoku, że nie tylko przyjmowano jego rację, ale nawet płacono za dzieło słone pieniądze. Makiaweliści dowodzą, że mniej w tym było spontanicznej sztuki, a więcej uknutego misternego planu zdobycia pozycji i pieniędzy, a wiedzą co mówią, ponieważ Dali pozostawił po sobie wiele stron pisanych przez siebie wspomnień. Co to ma wspólnego z dzisiaj wspomnianymi rewelacjami? Ano prawie nic, gdyby nie fakt, że można skrytykować słońce, którego zakichaną rolą jest świecić, a nie oświecać w najmniej pożądanym czasie i miejscu inaczej nie będziemy mogli mówić, że żyjemy w kosmosie prawa.
Po południu rolę słońca zajął GUS podając dane o handlu zagranicznym w kwietniu 2006 roku. Eksport kwietnia spadł -3.99% m/m w ujęciu złotówkowym, import spadł -10.34% m/m. Deficyt handlowy w okresie I-IV 2006 nieznacznie wzrósł w ujęciu rocznym. To są słabe dane, świadczące o słabym popycie wewnętrznym. Złotówka była już słaba przed publikacja danych. Mordujemy się dalej z realnie bardzo wysokimi stopami procentowymi, drożeją raty spłacanego kredytu w walutach obcych, a kredyty złotówkowe są jeszcze droższe. Jest to w interesie tych, którzy mogą sami swój interes regulować. Sprzedając banki inwestorom zagranicznym nikt nie otrzymał gwarancji, że nie chodziło o kupienie za małe pieniądze i wyciśnięcie z cytryny tego rynku maksimum soku paczkowanego na wywóz za granicę. Ucieczka funduszy spekulacyjnych z naszego rynku zmniejszyło nadpłynność sektora bankowego, stąd złotówka była i jest szczególnie wrażliwa na negatywne informacje. Nie zmienia to faktu, że polityka monetarna jest nadmiernie restrykcyjna i szkodliwa dla tempa wzrostu gospodarczego, którym trudno zaimponować krajom nowej dziesiątki, a mówiąc o stopie bezrobocia powinno być każdemu wstyd, po prostu wstyd.
Niemiecki ZEW spadł w czerwcu piąty miesiąc z rzędu, aż do poziomu 37.8 vs 50.00 w maju, nadszarpując notowania euro w stosunku do dolara.
Z kolei amerykańskie PPI w maju wyniosło +0.2% m/m i +4.5% r/r. Bez żywności i energii PPI wzrosło +0.3% m/m. Sprzedaż detaliczna wzrosła +0.1% m/m, bez aut wzrosła +0.5%. Takich mniej więcej danych spodziewano się w tym tygodniu. Nie sprzyjają one dolarowi. Deficyt handlowy USA wzrósł do 63.4 mld dolarów, a ceny importu podniosły się o 1.6%. Ten deficyt okazał się nieco lepszy od oczekiwań, ale nie na tyle dobry, aby można było tak polubić dolara. Nadwyżka handlu zagranicznego Chin poszerzyła się, inflacja wzrosła i zwiększyła się presja na rewaluację juana. Nierównowaga handlu USA z Chinami jest większa w kolejnym miesiącu. Co prawda Bank Chin poczynił pewne kroki w kierunku schłodzenia przegrzanej gospodarki, podnosząc stopy procentowe, ale nowe dane wyraźnie wskazują, że odżyła irytacja amerykańskich mediów na taki rozwój wypadków. Euro osłabiło się pomimo podniesienia stóp procentowych o 25 punktów przez ECB, bowiem znaleźli się i tacy inwestorzy, którzy zakładali podwyżkę nawet o 50 punktów.
Pozostaliśmy z nowym szczytem roku 1.2978 na euro/dolarze, wyższego trochę od tego z 15 maja i nowym dzisiejszym dołkiem na ekstremalnie wyprzedanym rynku, na poziomie 1.2548. Ropa naftowa spadła do poziomu Fibo pozostawiając za sobą już dwie niezbyt silnie zamknięte luki spadkowe.