O godz. 9:18 za jedno euro płacono 4,0670 zł, a za dolara 3,2230 zł.
Pewnym wsparciem dla naszej waluty były informacje o ponad 3 mld USD zagranicznych inwestycji w I kwartale b.r., a także opublikowane o godz. 14:00 przez Główny Urząd Statystyczny dane o majowej dynamice produkcji przemysłowej i cenach produkcji sprzedanej przemysłu. Ponad 19 proc. wzrost produkcji sprawia, że nie jest to już "statystyczny wybryk", a tylko potwierdzenie coraz lepszego stanu polskiej gospodarki. Wyższe od oczekiwań były także dane o inflacji PPI, która wzrosła o 2,3 proc. r/r. Informacje te w połączeniu z wcześniejszymi informacjami nt. płac wpisują się w scenariusz podwyżek stóp procentowych na przestrzeni kilku kwartałów. Zdaniem Haliny Wasilewskiej-Trenkner z Rady Polityki Pieniężnej, wtorkowe dane sugerują, że wzrost gospodarczy w 2006 r. może nieznacznie przekroczyć poziom 5 proc.
Dobre dane makroekonomiczne z Polski, to na razie wciąż za mało, aby powstrzymać niekorzystny trend złotego obserwowany w ostatnich tygodniach. Do tego potrzeba mocnego impulsu, chociażby w postaci "gołębich" sygnałów z amerykańskiego banku centralnego, co poprawiłoby nastroje w naszym regionie. A te wciąż pozostawały złe. Wczoraj węgierski forint na fali wyprzedaży ustanowił nowe minimum w relacji do euro na poziomie 277,25. Po informacjach o tym, że lider zwycięskiego ugrupowania SMER nie jest zbyt skłonny do utworzenia koalicji z dwoma centroprawicowymi ugrupowaniami. Bliższa analiza rynków naszego regionu paradoksalnie jednak pokazuje, że większość negatywnych informacji jest już w cenach, a obecne niskie poziomy złotego, mogą okazać się korzystnymi do zakupów naszej waluty na długie terminy. Tym samym sugerowalibyśmy sprzedaż EUR/PLN w okolicach 4,0750 i USD/PLN przy 3,2350. Pierwsze cele można wyznaczyć na poziomach odpowiednio 4,0450 i 3,2050.
Rynek międzynarodowy:
Notowania EUR/USD w ostatnich dniach pozostają stabilne, co sprawia, że kolejny ruch może okazać się bardziej dynamiczny niż zazwyczaj. Na razie jednak rynkowi brakuje wyraźniejszego impulsu. Nie okazały się nim wczorajsze dane z amerykańskiego rynku nieruchomości, które zostały opublikowane o godz.14:30. Do poziomu 1.932 mln spadły wprawdzie pozwolenia na budowę nowych domów w maju, ale o ponad 5 proc. do 1.957 mln wzrosła liczba rozpoczętych budów. O wiele większy ruch odnotował wczoraj japoński jen, który umocnił się na fali spekulacji o zbliżającym się końcu polityki niskich stóp procentowych w kraju Kwitnącej Wiśni.