Dużo roboty mają konserwatorzy zabytków od starodruków i prawdopodobnie część tych papierów znaleziono na pchlich targach. Reszta jest starannie odtwarzana z pamięci. Ku pamięci. To dla złotówki cios bardzo mocny, a nasza waluta osłabiała się mocno i bez tego po interwencji Banku Słowacji, kryzysie węgierskiego modelu polityki monetarnej i przy całym odpływie kapitału spekulacyjnego z rynków wschodzących. Na dodatek dolar zyskuje na rynku globalnym, chociaż dzieje się tak wbrew temu, co widać na rynku surowców, w tym na ropie i złocie. EURUSD zniósł wszystkie wzrosty ze środy utrzymując momentum spadkowe. Przed parlamentem wystąpił prezes Banku Japonii i dalej nie wiadomo, czy skończy się to zakończeniem jego kariery, czy nie. Fukui przed laty zainwestował spore sumy w fundusz pewnego jegomościa, który niedawno został aresztowany za insider trading. Jeżeli prezes ustąpiłby, moment zmiany polityki monetarnej musiałby zostać znacznie przesunięty w czasie i zachwiać jenem. Jen słabnie w takim tempie, że wygląda na to, że rynek bardziej wierzy w odejście Fukui.
Cały ten tydzień jest ubogi w dane statystyczne, bogaty w wydarzenia niestatystyczne. Na naszej giełdzie trwa konsolidacja na niskich poziomach po ponad miesiącu silnej przeceny indeksów. Obniżenie ratingu długu Węgier spowodowało silny spadek notowań forinta. Południowoafrykański rand jest najsłabszy od dwóch i pół roku. Wychodzenie z rynków wschodzących wydaje się być jeszcze nie zakończonym tematem. Coś drgnęło w produkcji przemysłowej i po kwietnowym spadku -0.5% m/m, maj był o wiele lepszy notując wzrost +3.8% m/m. To jest w zasadzie pierwszy miesiąc lepszych wyników gospodarki w tym roku, biorąc pod uwagę bieżące trendy. Szkoda, że wzrost produkcji nie jest stymulowany odpowiednio przez konsumentów. Przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach krajowych spadło -0.8% m/m i było wyższe +5.2% r/r. Dane te potwierdzają negatywny obraz popytu wewnętrznego. Z tej strony nie widać żadnej presji inflacyjnej, a jak pamiętamy, i wzrost wskaźnika cen, nieco wyższy niż miesiąc wcześniej, nie ma charakteru inflacyjnego, a wynika przede wszystkim ze wzrostu cen paliw i kosztów transportu.
Ciężkie straty na warszawskich indeksach zostały odrobione w małej części. Osłabienie złotówki trwa jednak nadal. Brakuje dobrego impulsu dla zmiany sentymentu. Dzisiaj ropa notowana była na poziomie niecałe 71.00, a złoto 584.80 dolarów za uncję. Wyższe ceny surowców nie osłabiają dolara i to jest zagadka. Albo jeden segment, albo drugi musi w końcu pokazać coś innego. Biorąc pod uwagę specyfikę rynków, wydaje się, że umocnienie dolara jest jakąś pułapką od dwóch dni.
Ministerstwo Finansów planuje zmiany przepisów podatkowych dla spółdzielni mieszkaniowych w ustawie o CIT. Opodatkowane zostaną dochody, od których obecnie nie trzeba płacić podatku, na przykład z wynajmu lokali. Skutkiem planowanych zmian będzie konieczność podniesienia kosztów mieszkalnictwa i zmuszenie spółdzielców do zadłużania się w bankach. Fakt, że większość działalności spółdzielni opiera się na samofinansowaniu jest solą w oku bankierów, którzy czekają na zmiany osłabiające pozycję spółdzielni. Zmiany spowodują konieczność zaciągania drogich kredytów w bankach, ponieważ obciążenie podatkami uszczupli środki pozostające do dyspozycji administracji i zarządców nieruchomości. Autorzy projektu w nieźle skrywany sposób pragną, aby spółdzielcom podnieść ryzyko niewypłacalności i wykreować niszę mieszkań i nieruchomości do licytacji przez komorników. Komuś zależy, aby z jednej strony spółdzielnie mieszkaniowe nie mogły prowadzić działalności gospodarczej w nieograniczony sposób, jak czynią to spółki prawa handlowego, a z drugiej strony obciążać je więcej ze strony fiskusa, a wtedy ich rola na rynku nie tylko ulegnie radykalnemu osłabieniu, ale staną się bardzo finansowo zależne od banków komercyjnych znajdujących się rękach zagranicznego kapitału. Atak w spółdzielnie prowadzony jest akurat nie w tym kierunku co trzeba i stanowi przykład szkodliwego dla gospodarki myślenia o rzekomym równaniu do pozostałych uczestników rynku. Tej równości resort finansów nigdy nie osiągnie, a jedynym trwałym efektem będzie wzrost stawek eksploatacyjnych, wzrost czynszów i depresja.
Z kraju majowe CPI wzrosło +0.5% m/m i +0.9% r/r. Wzrosty cen w maju nie są powszechne w koszyku dóbr i usług. Widać wyraźnie, że dotyczą przede wszystkim cen żywności i napojów bezalkoholowych, oraz transportu i paliw. Można powiedzieć, że odzwierciedlają jeden mocny czynnik ekonomiczny jakim są koszty paliwa, a zatem i transportu. Struktura zmian cen nie powinna zatem budzić nieuzasadnionego lęku. Nie mamy do czynienia z popytowym wzrostem cen. Dane o handlu zagranicznym w kwietniu 2006 roku są niedobre. Eksport kwietnia spadł -3.99% m/m w ujęciu złotówkowym, import spadł -10.34% m/m. Deficyt handlowy w okresie I-IV 2006 nieznacznie wzrósł w ujęciu rocznym.