Wprawdzie stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych wzrosły po raz 17-ty z rzędu do poziomu 5,25 proc., to jednak spadły oczekiwania, co do dalszych podwyżek. FED przyznał, że problem inflacji istnieje, ale kolejne decyzje będą zależeć od publikacji danych opisujących stan amerykańskiej gospodarki. Tymczasem ta może zacząć hamować już w najbliższych miesiącach, co zdaniem FED może wpłynąć na ograniczenie inflacji. W opinii wielu obserwatorów bank centralny pozostawił sobie furtkę, która może doprowadzić do dłuższej pauzy w cyklu podwyżek. Kolejne decyzje mogą okazać się bardziej "doraźne" i nie koniecznie musi do nich dojść już na kolejnym posiedzeniu zaplanowanym na 8 sierpnia. Obserwowany odwrót od dolara był, zatem jak najbardziej uzasadniony, zwłaszcza, że obraz zaczyna robić się "ponury". Brak "wsparcia" ze strony FED, ryzyko spowolnienia gospodarczego, a także odwieczny problem deficytów Stanów Zjednoczonych sprawiają, że trudno znaleźć sensowne wytłumaczenie dla utrzymywania aktywów w dolarach. W najbliższym czasie bardziej preferowanymi walutami powinny być, zatem euro i jen.
W pierwszym przypadku w ubiegłym tygodniu pojawiło się wiele wypowiedzi ze strony przedstawicieli Europejskiego Banku Centralnego, w których zwracano uwagę na problem rosnącej inflacji. To powoduje, że sierpniowa podwyżka stóp procentowych staje się coraz bardziej prawdopodobna. Także dane o największym od 1998 r. wzroście inflacji konsumenckiej w Japonii (0,6 proc. r/r), sprawiły, że Bank of Japan już w lipcu może zakończyć politykę niskich stóp procentowych.
W przyszłym tygodniu uwaga rynku skupi się przede wszystkim na danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych z racji ich rangi. Mowa tutaj o wskaźnikach aktywności gospodarczej ISM i comiesięcznych danych z rynku pracy. Jeżeli odczyty okażą się gorsze od oczekiwań, to będzie można spodziewać się dalszego osłabienia się amerykańskiego dolara.
Rynek krajowy:
Miniony tydzień przyniósł wyraźne umocnienie się naszej waluty. Jeszcze w piątek, 23 czerwca, inwestorzy w panice wyprzedawali naszą walutę na fali zamieszania związanego z osobą Zyty Gilowskiej i złych nastrojów w regionie. Kolejne dni przyniosły jednak stopniową poprawę nastrojów. Inwestorzy dali "kredyt zaufania" nowemu ministrowi finansów, Pawłowi Wojciechowskiemu, który zapewnił o kontynuacji dotychczasowej polityki resortu. Wyraźnego wsparcia udzielił mu także premier Kazimierz Marcinkiewicz, który "de facto" przejął od Zyty Gilowskiej funkcję "strażnika finansów publicznych". Złotemu pomagały także dobre dane makroekonomiczne, które opublikowane zostały na przestrzeni ostatnich tygodni. Nasza waluta nie zareagowała zbytnio na wyniki posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, gdyż zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie 4,0 proc. Członkowie RPP zwrócili jednak uwagę na problemy inflacji, co sprawia, że w perspektywie najbliższego roku należy przygotować się na podwyżki stóp procentowych. W tym względzie dosyć "jastrzębi" był późniejszy wywiad Haliny Wasilewskiej-Trenkner, który został złagodzony przez wypowiedzi Dariusza Filara. W efekcie wiele będzie zależeć od publikacji nowej projekcji inflacyjnej, do której dojdzie w lipcu.