Wczoraj minister finansów Stanisław Kluza potwierdził, iż według najnowszych szacunków w przyszłorocznym budżecie dochody mogą okazać się mniejsze o 4 mld zł. Przyznał jednak, że rząd nie dopuści do naruszenia kotwicy budżetowej na poziomie 30 mld zł, chociaż to może okazać się trudne. Kluza próbował się "wycofywać" ze swojej wypowiedzi nt. możliwego wstrzymania obiecanych podwyżek w budżetówce, chociaż takie rozwiązanie może okazać się konieczne. Warto przytoczyć fragment wczorajszego raportu NBP odnośnie inflacji, gdzie stwierdzono, iż w II kw. 2006 r. wydatki budżetu państwa wzrosły o 5,8 proc. r/r przy spadku tych o charakterze inwestycyjnym. Stawia to pod znakiem zapytania głośne postulaty nt. taniego państwa. Do tego warto dodać ostatnie wypowiedzi ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego, który przyznał, że można sobie pozwolić na zmniejszenie skali prywatyzacji, gdyż budżet ma się dobrze. To wszystko powoduje, iż nasz sceptycyzm odnośnie przyszłych działań rządowej koalicji odnośnie reform sektora finansów publicznych wydaje się być uzasadniony. Zwłaszcza, że zbliżają się wybory samorządowe, co nie sprzyja podejmowaniu niepopularnych decyzji. Tyle, że budżet na 2007 r. trzeba będzie i tak przygotować. Czy tym samym nie dojdzie do poważniejszego spięcia PiS ze współkoalicjantami? Dzisiaj premier Jarosław Kaczyński zapowiedział, że rząd będzie szukał nowych dochodów w przyszłorocznym budżecie. Czy zdecyduje się na podwyżkę akcyzy i zmniejszenie skali obiecanych podwyżek, bądź wydatków na bezpieczeństwo obywateli? I co na to Andrzej Lepper, który kilka dni temu zażądał zwiększenia wydatków socjalnych, grożąc przy tym przedterminowymi wyborami? Dzisiejsza riposta premiera była mocna - PiS nowych wyborów się nie boi. Czy zatem czeka nas interesująca "polska" jesień?
Po ostatnich podwyżkach stóp procentowych przez banki centralne naszego regionu (Węgry, Słowacja, Czechy) inwestorzy będą także spekulować odnośnie podobnego posunięcia ze strony naszej Rady Polityki Pieniężnej w przyszłości. Ostatnie dni pokazały jednak, że chyba trudno jest jej wypracować pewien konsensus, a "gołębia" część wydaje się być w przewadze. Tym samym rynek na razie ignoruje "jastrzębie" wypowiedzi Dariusza Filara, który nie wykluczył wczoraj przyspieszenia inflacji i szybszego zacieśnienia polityki przez RPP. Dodał jednak, że wiele będzie zależeć od kształtowania się wskaźnika inflacji bazowej w najbliższych 4-6 miesiącach.
Dzisiaj spodziewamy się mocniejszego odreagowania ostatniej aprecjacji złotego. Główną czynnikiem mogą tutaj okazać się dzisiejsze dane o wzroście PKB w Stanach Zjednoczonych, które mogą doprowadzić do silnego umocnienia się dolara na rynkach światowych (więcej w części międzynarodowej). Okolice 3,9150 zł na euro i 3,0800 zł na dolarze warto wykorzystywać do zakupów. Celem na dzisiaj są odpowiednio 3,9450 zł i 3,1450 zł.
Rynek międzynarodowy:
Wczorajsza sesja przyniosła zatrzymanie deprecjacji dolara na rynkach światowych. Przełożyło się to na spadek EUR/USD w okolice 1,2690 dzisiaj rano. Ustanowiony wczoraj szczyt w okolicach 1,2770 zbiegł się ze wskazywanym przez nas poziomem zniesienia Fibonacciego. To sprawia, że dzisiaj czeka nas dosyć interesująca sesja. O godz. 10:01 kurs EUR/USD wynosił 1,2691.