Rynek wyprowadzony na rekordowe poziomy majowych szczytów i utrzymywany na nich głównie siłami krajowych inwestorów instytucjonalnych nie doczekał się napływu środków od inwestorów zagranicznych. Pogorszenie nastrojów na rynkach europejskich i malejące szanse na napływ "świeżej krwi" diametralnie zmieniło postawę znacznej części inwestorów. Mozolne "wyciąganie" rynku w górę (sesja piątkowa i poniedziałkowa" przerodziło się wczoraj w sprzedawanie akcji "na wyścigi". Sesja miała przebieg jednokierunkowy zmieniało się tylko tempo spadku i skala przeceny. Rynek kasowy w ślad za rosnącymi kontraktami otworzył się na minimalnym plusie, lecz dosłownie natychmiast zaczął spadać, otwarcie okazało się dziennym maksimum. Zamknięcie nastąpiło niewiele powyżej dziennego minimum, dolny cień na indeksach jest bardzo krótki, na końcowym fixingu WIG spadł o o 2,75% a Wig 20 o 3,30%. Zmienność dzienna i spadek były wczoraj największe od 13 lipca, a obroty były najwyższe od 27 lipca (ubiegły czwartek). ". Ewidentny silny element emocjonalny we wczorajszym zachowaniu inwestorów na GPW może być czynnikiem pozytywnie wpływającym na zachowanie rynku w trakcie dzisiejszej sesji jednak perspektywy najbliższego tygodni nie są różowe, test lipcowych minimów nie jest wykluczony.
Trzeci najsilniejszy w tej serii spadek dosyć istotnie pogorszył obraz rynku. Najistotniejsze zmiany to sygnał sprzedaży wygenerowany przez wskaźnik średnioterminowy MACD i wybicie dołem z kanału wzrostowego formowanego od czerwcowych, tegorocznych minimów. Wskaźniki szybkie nadal spadają jednak do strefy wyprzedania zbliżył się jedynie oscylator stochastyczny co nie zapowiada zakończenia spadków na obecnym poziomie. Obecnie rynek znajduje się na górnym poziomie luki hossy z 20 lipca, które jest najbliższym wsparciem. Jednak tempo zamknięcia luki hossy z ubiegłego czwartku wskazuje, że być może dopiero w strefie 2870-2930 rynek uzyska trwalszą równowagę kończącą korektę półtoramiesięcznych wzrostów.