W ostatnim tygodniu kilkakrotnie powtarzałem, że praktycznie jedynym obowiązkiem inwestora na takim wakacyjnym rynku, jest nie dać nabrać się na pojedyncze impulsy, które bardzo często potrafią mocno wpływać na giełdowe nastroje. Im węższa i dłuższa konsolidacja, tym coraz częściej inwestorzy widzą już jej zakończenie i ulegają złudnemu wrażeniu, że nawet sesje ze śmiesznie niskim obrotem, lub ustawianiem indeksu koszykami zleceń mogą rozpocząć trwalszy trend. Do ożywienia rynku potrzeba niestety czegoś poważniejszego, o czym chociażby dzisiaj raz jeszcze przekonało tak łatwe zapomnienie o ostatnich trzech słabych sesjach i nowych sierpniowych minimach konsolidacji, oraz o czym zapewne przekonamy się także jutro, gdy po dzisiejszym optymizmie nie będzie śladu. To nic innego jak kolejne wahnięcie w ramach trendu bocznego. W tej chwili WIG20 jest znów dokładnie na poziomie zamknięcia sesji z zeszłego piątku.

Jutro rynek skoncentruje się na danych na temat tempa wzrostu Produktu Krajowego Brutto w drugim kwartale zarówno w Polsce, jak i zrewidowane dane z 28 VII w USA. U nas analitycy dość zgodnie oczekują wartości 5,4 proc., choć jeszcze niedawno konsensus rynkowy był 0,2 proc. niżej. Najlepiej poinformowane Ministerstwo Finansów szacuje PKB na 5,5 proc. Dane poznamy o 10:00. Natomiast o 14:30 dostaniemy publikację z USA i warto przypomnieć, że w lipcu skala rozczarowania była dość duża, bo wobec prognozy 3,0 proc. wzrost PKB wyniósł jedynie 2,5 proc. Teraz ponownie oczekuje się wartości właśnie 3,0 proc. Przypominam o tym nie przez przypadek, gdyż na kolejnej sesji WIG20 wykreślił szczyt odreagowania z połowy czerwca, podobnie jak większość rynków regionu też zaczęła wykazywać relatywną słabość w obawie przed spowolnieniem wzrostu gospodarczego w USA (czytaj - spadkiem cen surowców). Nie trzeba więc chyba mówić, która publikacja jest jutro ważniejsza. 81 84 MP