Nocne zamieszki w Budapeszcie były największe od czasu upadku komunizmu w 1989 r. W starciach rannych zostało ponad 100 osób, co skłoniło tamtejsze władze to zwołania w trybie pilnym posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Wszystko zaczęło się od wyemitowania przez publiczne radio wypowiedzi rządzącego premiera Ferenca Guyrcsanego, który w maju b.r. na zamkniętym posiedzeniu socjalistycznych deputowanych, przyznał, że rząd kłamał, aby wygrać kwietniowe wybory do parlamentu. Wypowiedź okraszona była epitetami, co dodatkowo podgrzało atmosferę. Prezydent Laszlo Solyom powiedział, że premier doprowadził do "kryzysu moralnego", który zagraża demokracji na Węgrzech. To w połączeniu z gwałtownymi, ulicznymi demonstracjami może sprawić, że dni gabinetu Ferenca Gyurcsanego są w zasadzie policzone. W takiej sytuacji szefem rządu mógłby zostać lider opozycyjnego Fidesz-u, Viktor Orban. Warto jednak przypomnieć sobie przedwyborcze hasła tego ugrupowania, aby zastanowić się nad realnymi szansami na realizację zapoczątkowanego przez obecny rząd programu zmierzającego do ograniczenia ogromnego deficytu budżetowego. Tym samym Węgry stanęły przed kolejnym problemem, który może wywołać spore osłabienie tamtejszej waluty w najbliższych tygodniach. Fakt ten niewątpliwie wpłynie na notowania polskiej waluty.
Zwłaszcza, że u nas wydarzenia w polityce także mogą nabrać tempa. Dzisiaj w "Sygnałach Dnia" premier Kaczyński przyznał, że Andrzej Lepper powinien zdeklarować się, czy chce pozostać w koalicji, gdyż tak się rządzić nie da. Dodał, że ma nadzieję, że ta kwestia zostanie rozwiązana w ciągu najbliższych dni. Takie słowa w ustach szefa PiS, mogą sugerować, iż decyzja o przeprowadzeniu przyspieszonych wyborów w końcu listopada w zasadzie już zapadła. Wszystko może wyjaśnić się już podczas dzisiejszego posiedzenia rządu, które ma rozpocząć się w południe. Z kolei przysłowiową "kropką nad i" będzie najpewniej zawetowanie przez Andrzeja Leppera przyszłorocznych założeń budżetowych, podczas jutrzejszego spotkania gabinetu w tej sprawie.
Trudno liczyć na to, aby zapowiedź przyspieszonych wyborów w jakimś stopniu cieszyła inwestorów, gdyż zawsze wiążą się one z niepewnością. Mogą się wprawdzie pojawić opinie, iż ewentualny powrót Zyty Gilowskiej do rządu w najbliższych dniach (chociaż, czy wróci?) może poprawić notowania PiS w oczach zachodniego kapitału, ale patrząc na ostatnie sondaże preferencji politycznych można się zastanawiać, czy nowy układ w Sejmie przyniesie jakieś wiążące rozstrzygnięcie. Ani PiS, ani PO nie będą mogły utworzyć samodzielnie rządu bez wsparcia Andrzeja Leppera. Chyba, że Platforma znów przegra wybory, co mogłoby doprowadzić do rozłamu w tym ugrupowaniu.
Polityka w najbliższym czasie przysłoni pozostałe informacje. Należy jednak je odnotować - dzisiaj o godz. 14:00 poznamy dane o produkcji przemysłowej i cenach PPI za sierpień. Szacunki rynkowe mówią o odczycie na poziomie 14,7 proc. r/r (lepiej niż wcześniej) i 3,6 proc. r/r (wobec 3,5 proc. r/r poprzednio). Naszym zdaniem dynamika produkcji przemysłowej może być nieco gorsza (13,7 proc. r/r), ale przy wyraźniejszym wzroście inflacji PPI (do 3,8 proc. r/r). Teoretycznie będzie to kolejny argument dla RPP, za rozważeniem wcześniejszej podwyżki stóp procentowych, tyle, że obóz "gołębi" nadal jest dosyć silny. Warto jednak zwrócić uwagę, iż członkowie RPP nie rozpatrywali jeszcze potencjalnego wpływu destabilizacji na scenie politycznej.
Naszym zdaniem po chwilowej stabilizacji złoty może nadal tracić na wartości. Tym samym okolice 3,95 zł za euro i 3,1050 zł za dolara warto wykorzystywać do zakupów walut za złote. Pierwszym celem są odpowiednio okolice 3,98 zł i 3,14 zł.