Wczorajsza decyzja Jarosława Kaczyńskiego o wyrzuceniu z rządu Andrzeja Leppera w zasadzie nie była zaskoczeniem, biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi przedstawicieli PIS zachęcające posłów Samoobrony do przechodzenia na stronę tego ugrupowania i dalszą eskalację żądań Andrzeja Leppera w kwestii przyszłorocznych wydatków budżetowych. Widać, że PiS po przejęciu elektoratu LPR, rozpoczął takie same działania wobec Samoobrony. Naszym zdaniem prawdopodobieństwo wcześniejszych wyborów nie jest duże, a Jarosław Kaczyński będzie za wszelką cenę dążył to znalezienia rządowej większości w obecnym parlamencie. Kluczem do tego celu będzie rozbicie klubu Samoobrony. Członkowie tego ugrupowania to w dużej mierze tzw. posłowie "dietetyczni", którym wcześniejsze wybory nie będą na rękę. Tym samym do ich emigracji może dojść dosyć szybko, jeżeli tylko okaże się, że słynne "weksle" Andrzeja Leppera są nieważne. Aby rząd miał większość potrzeba 231 posłów w parlamencie, co sprawia, że z Samoobrony trzeba będzie "wyjąć" jeszcze 32 posłów (pomijając wczorajszą czwórkę). To teoretycznie dużo, ale nie jest to niemożliwe. Zgubne natomiast może okazać się liczenie na PSL, gdyż Waldemar Pawlak już wielokrotnie dawał do zrozumienia, że nie chce odgrywać mało znaczącej roli w rządzie. Najbliższe dni będą, zatem decydujące. Wprawdzie pojawiły się informacje, że PIS rozmawiało już z PO na temat zmian w ordynacji wyborczej, co mogłoby sugerować rozwiązanie wyborcze. Ta teza może okazać się jednak mylna, biorąc pod uwagę propozycje, jakie padły. Obejmują one takie zmiany, które powodują, że zwycięzca wyborów bierze wszystko, czyli ponad 50 proc. To swoisty poker i trudno liczyć na to, aby ta oferta zyskała akceptację ze strony Donalda Tuska.
Złotemu zaszkodziło nie tylko zamieszanie na polskiej scenie politycznej, a także generalne osłabienie na rynkach emerging markets. To już nie tylko czynnik węgierski, o którym pisaliśmy od paru dni, a także informacje, jakie napłynęły z RPA, czy Ekwadoru. W efekcie dzisiaj rano na wartości traciły także takie waluty jak zar, czy lira. Warto jednak zauważyć, iż wkładanie Polski do jednego koszyka z typowymi emerging markets, może okazać się pewnym błędem. Jedynym czynnikiem, który może realnie zagrozić złotemu, będzie dalsze osłabienie węgierskiego forinta. Tyle, że informacje, jakie napłynęły z Węgier wczoraj dają pewne szanse na chwilowe uspokojenie na tamtejszej scenie politycznej - zapowiedziana na najbliższą sobotę wielka demonstracja opozycji została odwołana, a Fidesz nieoficjalnie nawołuje do rozwiązań przy wyborczej urnie (na 1 października zostały zaplanowane wybory samorządowe).
Naszym zdaniem obecne poziomy na EUR/PLN warto wykorzystywać nie do sprzedaży naszej waluty, a do jej zakupów. Nie sądzimy, aby okolice 3,9850-3,99 zostały wyraźnie naruszone do góry i tym samym rynek może powrócić w okolice 3,96 i później jeszcze niżej. W przypadku USD/PLN powinniśmy dzisiaj pozostawać w paśmie wahań 3,0950-3,1300.
Rynek międzynarodowy:
Wczoraj wieczorem dolar dosyć wyraźnie stracił na wartości na rynkach światowych. W efekcie dzisiaj rano naruszony został poziom 1,28 na EUR/USD - o godz. 9:52 za jedno euro płacono 1,2818 dolara. To głównie wynik wczorajszej wieczornej publikacji indeksu Philadelphia FED pokazującego aktywność przemysłu w tym regionie Stanów Zjednoczonych. We wrześniu nieoczekiwanie spadł on do poziomu "minus" 0,4 pkt. ze wcześniejszych 18,5 pkt. To najgorszy wynik od 2003 r. i nie dziwi fakt, że prawdopodobieństwo ewentualnej kolejnej podwyżki stóp procentowych przez FED w perspektywie najbliższych miesięcy spadło w zasadzie do zera. Warto zauważyć, że opublikowane dwie godziny wcześniej informacje o wskaźnikach wyprzedzających w gospodarce (LEI), też były gorsze od prognoz. W sierpniu dynamika była ujemna i wyniosła 0,2 proc. m/m.