Pierwsze dni tego tygodnia również nie były najlepsze dla "zielonego". Kurs EUR/USD nie zdołał jednak sforsować wyznaczanego przez nas w ubiegłym tygodniu oporu na 1,2790, co zaowocowało silnym spadkiem w piątek do 1,2690. Mimo tego, nie wydaje się jednak, aby sugerowało to trwalszą poprawę nastrojów wokół "zielonego".
A te są złe z racji napływających danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych, które pokazały, że amerykańska gospodarka nie ma się najlepiej, chociaż wskazania są wciąż mieszane. Nie dziwi tym samym nieco wyczekująca postawa FED, którą zaprezentował podczas ostatniego posiedzenia. Przytoczmy jednak kilka faktów - jeszcze 27 października pierwsze dane o wzroście PKB w III kwartale pokazały odczyt na poziomie 1,6 proc. wobec 2,6 proc. w poprzednim okresie. Później podano wskaźniki ISM - dla przemysłu spadł on w październiku do 51,2 pkt. zbliżając się do granicznych 50 pkt., których naruszenie teoretycznie będzie oznaczać recesję w tym sektorze gospodarki. Z kolei dla sektora usług nieoczekiwanie wzrósł do 57,1 pkt. z 52,9 pkt. we wrześniu. Niejasne wskazania przyniosły natomiast czwartkowe dane o wydajności i kosztach pracy w III kwartale. Okazało się, że koszty wzrosły więcej, niż to zakładano (3,8 proc.), przy jakimkolwiek braku poprawy dynamiki wydajności. Z kolei piątkowe dane o liczbie nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych okazały się nieco lepsze od oczekiwań, ale było to efektem wyraźnej rewizji w górę wrześniowych danych - z 51 tys. do 148 tys. Sam październikowy odczyt był słabszy i wyniósł 92 tys. wobec prognozowanych 125 tys. i poniżej tego, co oglądaliśmy na przestrzeni ostatnich miesięcy. Na uwagę zasługuje jednak spadek stopy bezrobocia do 4,4 proc. z 4,6 proc. we wrześniu.
Dane makroekonomiczne napływające w ostatnim czasie z USA sprawiły, że pomału rosną oczekiwania odnośnie cięć stóp procentowych przez amerykański FED, chociaż rynkowi jeszcze daleko od wypracowania konsensusu, co do możliwego terminu takich działań. Tymczasem pozostałe banki centralne nadal sygnalizują podwyżki stóp procentowych. Tak uczynił po czwartkowym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego, Jean-Claude Trichet, który wyraźnie dał do zrozumienia, że inflacja (mimo spadku wskaźnika HICP do 1,6 proc. r/r w październiku) nadal stanowi zagrożenie, co rynek odebrał jako pewnik odnośnie wzrostu kosztu pieniądza o 25 p.b. do 3,50 proc. w grudniu. Z kolei w nadchodzącym tygodniu oczekuje się decyzji ze strony Banku Anglii i Banku Australii - w obydwu przypadkach podwyżki stóp procentowych o 25 p.b., odpowiednio do 5,00 proc. i 6,25 proc.
Szczegółowa analiza przyszłotygodniowego kalendarza pokazuje, że kluczowymi informacjami będą odczyty indeksów PMI dla sektora usług i sprzedaży detalicznej w strefie euro (odpowiednio w poniedziałek i wtorek). Z kolei z USA warto będzie zwrócić uwagę na publikację danych o wrześniowym deficycie handlowym w czwartek o godz. 14:30. Mimo, że oczekuje się w tej materii nieznacznej poprawy do 67 mld USD z 69,86 mld USD w sierpniu, to jednak na rynku może być dosyć nerwowo. Interesujący może być także przebieg dwudniowej konferencji organizowanej przez Europejski Bank Centralny, a której tematyką będą czynniki wpływające na kształt polityki monetarnej. W ostatnim jej dniu, tj. w piątek planowane są wystąpienia szefów najważniejszych banków centralnych, w tym amerykańskiego FED i japońskiego BoJ. Nie można wykluczyć, że padnie podczas niej kilka ciekawych "stwierdzeń".
Rynek krajowy: