Yellen stwierdziła, że niektóre kraje z nadmiernymi rezerwami, mogą inwestować mniej swoich funduszy w aktywa denominowane w dolarze, tym samym dywersyfikując swe rezerwy.
Szef Banku Japonii (BoJ), zasugerował natomiast, że bank może z wyprzedzeniem podnieść stopy procentowe, nie czekając na sygnały z japońskiej gospodarki. To pośrednio, poprzez spadek kursu USD/JPY, wpłynęło na osłabienie dolara. Odżyły bowiem spekulacje, że jeszcze raz w tym roku BOJ podniesie stopy. Ostatni raz w Japonii stopy wzrosły w lipcu (z zerowego poziomu do 0,25 proc.). Była to pierwsza ich podwyżka od 6 lat.
Aktualnie brak jest jednoznacznego impulsu, który wywołałby obserwowane od dwóch godzin osłabienie dolara. Analizując jednak to, kiedy impuls ten się rozpoczął, trudno go nie wiązać z wejściem do gry inwestorów z USA. Być może obawiają się oni, że wygrana Demokratów w dzisiejszych wyborach w USA, nie tylko zablokuje reformy podatkowe prezydenta Busha, ale wręcz zakończy się politycznym patem w USA.
Obawy te są słuszne, chociaż obecnie bardziej stanowią pretekst, niż faktyczny powód do wzrostów. Widać to dobrze jeżeli zestawimy aktualne zachowanie dolara z zachowaniem kontraktów terminowych na główne amerykańskie indeksy, które powinny w takie sytuacji spadać, a tymczasem rosną. To dobrze pokazuje, że każdy rynek gra, tak jak mu wygodniej.
Dzisiejsza zwyżka EUR/USD, jeżeli założyć że para ta zakończy dzień na obecnych lub wyższych poziomach, będzie otwierała drogę do dalszych wzrostów tej pary. Póki co ich poziomem docelowym jest poziom 1,2950, który stanowi górne ograniczenie szerokiego trendu bocznego 1,2500-1,2950 dolara, w jakim od pół roku pozostaje EUR/USD.