Ciekawostką statystyczną jest fakt, że od ponad 20 lat dolar zyskuje po wyborach jeżeli zwycięska partia przejmuje kontrolę nad obiema izbami parlamentu, takie powyborcze aprecjacje trwały od 2 do 3 miesięcy. Jest tylko jedno "ale" - nigdy wcześniej deficyt w handlu zagranicznym nie był w Stanach tak wysoki i obecne ankiety serwisów informacyjnych wskazują, że wg większości amerykańskich ekonomistów deficyt nie zmniejszy się, a może nawet wzrosnąć powyżej historycznego maksimum 69.9 mld USD.

Mimo problemów z deficytem oczekiwałbym w ciągu najbliższych godzin krótkotrwałego ruchu w stronę 1.2720 na EURUSD w ramach handlu w zakresie 1.2720-1.2780. Próba korzystnej dla USD interpretacji wyborów wydaje się w tej chwili naturalna. W czwartek sporo danych z USA, poza deficytem w obrotach z zagranicą będą to: indeks nastrojów University of Michigan i ilość wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (w poprzednim tygodniu był bardzo duży wzrost do 327 tysięcy, teraz rynek czeka na powrót do "normalnych" 310-315 tysięcy).

Jaki wpływ mają w/w zależności dla złotego? Na pierwszy rzut oka - negatywny, gdyż umacniający się dolar może szkodzić walutom z emerging markets. Z drugiej strony, warto się zastanowić, czy ostatnie złamanie korelacji między USD a PLN nie utrzyma się do końca roku z powodu wyjątkowo mocnego sentymentu do naszego regionu. D. Filar z RPP sądzi, że Polska przez najbliższe dwa lata nie zazna spowolnienia gospodarczego, a złoty pozostanie stabilny, szykuje nam się również lepsze od najbardziej różowych prognoz wykonanie budżetu. Prognozowanie krótkoterminowe jest o wiele bardziej kłopotliwe - z technicznego punktu widzenia USDPLN i EURPLN zdają się potrzebować trochę więcej czasu na ponowny ruch w dół, ale korekty wzrostowe są mało dynamiczne, więc eurozłoty najpewniej powinien odbić się po raz kolejny od strefy 3.84-3.8450. W horyzoncie godzinowym RSI na USDPLN sugeruje zatrzymanie wzrostów.

Piotr Denderski

Analityk rynków finansowych