Nie jest to pierwszy komentarz tego typu wygłoszony przez szefa banku centralnego. Podobne sygnały dochodziły już wcześniej m.in. z Rosji. Szwajcarski bank centralny zwiększył swoje rezerwy w jenach o 60%. Banki centralne to najwięksi gracze na rynku (w normalnych okolicznościach, chociaż historia zna przypadki ich porażek w obronie przed atakami spekulacyjnymi). Dzisiejszy panel dyskusyjny zorganizowany przez ECB będzie okazją do pogłębienia tematu, gdyż poza Zhou wystąpią również Bernanke i Trichet.
Drugi cios dla dolara wyszedł z Japonii, gdzie Takatoshi Fukui po raz kolejny wyraźnie zasygnalizował podwyżkę stóp procentowych. Dolarjen wrócił z okolic 118 do 117.50. Jen nie ma się jednak najlepiej, zwłaszcza po raporcie z którego wynika, że zamówienia w przemyśle maszynowym nieoczekiwanie spadły.
Widać jak na dłoni, że to, co dzieje się na rynku krajowym czasem jest wynikiem wydarzeń na drugim końcu świata. Bo co innego od aprecjacji mogło spotkać złotego po wzroście EURUSD z 1.2780 do 1.2850? W obecnej sytuacji bardziej fundamentalne zmiany zachodzą na USDPLN, gdzie na dobre kurs zszedł poniżej 3.00 co otwiera mu drogę do testowania 2.95. Ostatnie sesje wskazują na początki konsolidacji na eurozłotym, z której wybicie powinno nastąpić w zgodzie z długookresowym trendem, a zatem w dół. Siła złotego może wystarczyć do przebicia poziomu 3.8050. Dziś nie oczekiwałbym jednak więcej niż poruszania się kursu między 3.8150 a 3.8360.
Piotr Denderski
Analityk rynków finansowych