To pokazuje, że dla części inwestorów polskie aktywa mogą być już zbyt drogie, co potwierdza również środowe załamanie się indeksów na warszawskiej giełdzie. W dłuższym terminie (do końca roku) nie ma jednak powodów do niepokoju - pozytywny sentyment w naszym regionie nadal powinien się utrzymywać. Warto jednak zwracać uwagę na zachowanie się rynku surowców, które niestety zaczyna być niepokojące.
Dzisiaj rynek nie otrzyma istotnych publikacji makroekonomicznych. Zamknięte będą rynki w Czechach i na Słowacji. Z kolei forint był wprawdzie dzisiaj nieco słabszy, chociaż inwestorzy będą czekać na poniedziałkową projekcję inflacji na 2008 r. i wyniki posiedzenia tamtejszego banku centralnego (oczekuje się wzrostu kosztu pieniądza do 8,25 proc.).
Rysująca się presja na umocnienie się amerykańskiego dolara na rynkach światowych w najbliższych dniach, słabość rynki surowców i zbyt duża aprecjacja walut naszego regionu w ostatnim czasie, mogą skłonić inwestorów do rozpoczęcia realizacji zysków. Tym samym okolice 3,7950 zł za euro i 2,9650 zł za dolara sugerowalibyśmy wykorzystywać do zakupów. Celem dla tych pozycji są odpowiednio 3,81 zł i 2,99 zł. O godz. 9:44 za jedno euro płacono 3,7980 zł, a za dolara 2,9690 zł.
Rynek międzynarodowy:
Czwartkowy wysyp danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych nie doprowadził do większych zmian w notowaniach dolara na rynkach światowych. Mimo, że odczyty pokazały większy od oczekiwanego spadek inflacji konsumenckiej CPI w październiku - w ujęciu bazowym wzrosła ona o 0,1 proc. m/m i 2,7 proc. r/r - to jednak optymizm ostudziły wypowiedzi członków FED, dla których problem ryzyka inflacyjnego nadal jest duży. Po publikacji zapisków z październikowego posiedzenia FED w środę, wczoraj głos zabrał m.in. Michael Moskow, który już od stycznia b.r. ponownie będzie brał udział w posiedzeniach Komitetu Otwartego Rynku. Przyznał, że jeszcze za wcześnie jest mówić, że bank centralny uporał się z tym problemem. Dodał, iż inflacja wciąż stanowi większe ryzyko, niż słabszy wzrost gospodarczy. Trudno nie przyznać tutaj pewnej słuszności, jeżeli uważnie prześledzi się publikowane ostatnio dane makroekonomiczne, które potwierdzałyby tezę o "miękkim lądowaniu" amerykańskiej gospodarki. Wprawdzie opublikowane wczoraj dane o produkcji przemysłowej w październiku były nieco słabsze od prognoz - odczyt wyniósł 0,2 proc, m/m wobec szacowanych 0,3 proc. m/m - to nie można wykluczyć, że listopad będzie lepszy. Zarówno opublikowane w środę wskaźniki sektora przemysłowego z Nowego Jorku i wczorajsze z Filadelfii były lepsze od prognoz. Poprawę odnotował także indeks nastrojów pośredników nieruchomości NAHB, który wzrósł w listopadzie do 33 pkt. oddalając się tym samym od wrześniowego dna na 30 pkt. Ważniejsze dla zobrazowania kondycji rynku nieruchomości będą jednak dzisiejsze dane z godz. 14:30 (liczba rozpoczętych budów i wydanych pozwoleń w październiku). Nie można, zatem wykluczyć, że słowa Alana Greenspana wygłoszone ponad tydzień temu, iż najgorsze mamy już za sobą, mogą okazać się prorocze.