Reklama

TMS: Komentarz poranny

Mocniejszy dolar, słabszy złoty Rynek krajowy: Mimo, że czwartek przyniósł kontynuację dobrej passy złotego, to pojawiły się pierwsze sygnały mogące sugerować korekcyjne, nieznaczne osłabienie się naszej waluty. Naruszenie istotnych poziomów 2,97 zł na dolarze i 3,80 zł na euro, które miało miejsce w ostatnich dniach nie wywołało dalszej "lawiny", podobnie jak spadek rentowności 5-letnich benchmarkowych obligacji poniżej kluczowego poziomu 5 proc.

Publikacja: 17.11.2006 08:58

To pokazuje, że dla części inwestorów polskie aktywa mogą być już zbyt drogie, co potwierdza również środowe załamanie się indeksów na warszawskiej giełdzie. W dłuższym terminie (do końca roku) nie ma jednak powodów do niepokoju - pozytywny sentyment w naszym regionie nadal powinien się utrzymywać. Warto jednak zwracać uwagę na zachowanie się rynku surowców, które niestety zaczyna być niepokojące.

Dzisiaj rynek nie otrzyma istotnych publikacji makroekonomicznych. Zamknięte będą rynki w Czechach i na Słowacji. Z kolei forint był wprawdzie dzisiaj nieco słabszy, chociaż inwestorzy będą czekać na poniedziałkową projekcję inflacji na 2008 r. i wyniki posiedzenia tamtejszego banku centralnego (oczekuje się wzrostu kosztu pieniądza do 8,25 proc.).

Rysująca się presja na umocnienie się amerykańskiego dolara na rynkach światowych w najbliższych dniach, słabość rynki surowców i zbyt duża aprecjacja walut naszego regionu w ostatnim czasie, mogą skłonić inwestorów do rozpoczęcia realizacji zysków. Tym samym okolice 3,7950 zł za euro i 2,9650 zł za dolara sugerowalibyśmy wykorzystywać do zakupów. Celem dla tych pozycji są odpowiednio 3,81 zł i 2,99 zł. O godz. 9:44 za jedno euro płacono 3,7980 zł, a za dolara 2,9690 zł.

Rynek międzynarodowy:

Czwartkowy wysyp danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych nie doprowadził do większych zmian w notowaniach dolara na rynkach światowych. Mimo, że odczyty pokazały większy od oczekiwanego spadek inflacji konsumenckiej CPI w październiku - w ujęciu bazowym wzrosła ona o 0,1 proc. m/m i 2,7 proc. r/r - to jednak optymizm ostudziły wypowiedzi członków FED, dla których problem ryzyka inflacyjnego nadal jest duży. Po publikacji zapisków z październikowego posiedzenia FED w środę, wczoraj głos zabrał m.in. Michael Moskow, który już od stycznia b.r. ponownie będzie brał udział w posiedzeniach Komitetu Otwartego Rynku. Przyznał, że jeszcze za wcześnie jest mówić, że bank centralny uporał się z tym problemem. Dodał, iż inflacja wciąż stanowi większe ryzyko, niż słabszy wzrost gospodarczy. Trudno nie przyznać tutaj pewnej słuszności, jeżeli uważnie prześledzi się publikowane ostatnio dane makroekonomiczne, które potwierdzałyby tezę o "miękkim lądowaniu" amerykańskiej gospodarki. Wprawdzie opublikowane wczoraj dane o produkcji przemysłowej w październiku były nieco słabsze od prognoz - odczyt wyniósł 0,2 proc, m/m wobec szacowanych 0,3 proc. m/m - to nie można wykluczyć, że listopad będzie lepszy. Zarówno opublikowane w środę wskaźniki sektora przemysłowego z Nowego Jorku i wczorajsze z Filadelfii były lepsze od prognoz. Poprawę odnotował także indeks nastrojów pośredników nieruchomości NAHB, który wzrósł w listopadzie do 33 pkt. oddalając się tym samym od wrześniowego dna na 30 pkt. Ważniejsze dla zobrazowania kondycji rynku nieruchomości będą jednak dzisiejsze dane z godz. 14:30 (liczba rozpoczętych budów i wydanych pozwoleń w październiku). Nie można, zatem wykluczyć, że słowa Alana Greenspana wygłoszone ponad tydzień temu, iż najgorsze mamy już za sobą, mogą okazać się prorocze.

Reklama
Reklama

Analizując zachowanie się amerykańskiego dolara warto zwrócić uwagę na wczorajszą publikację o napływie kapitałów netto do USA we wrześniu (TICs). Niezależnie od podawanej metodologii (od wczoraj jest nowa) dane te były niewystarczające do pokrycia deficytu handlowego USA, a zakupy tamtejszych obligacji wyraźnie zmalały. Zestawiając te fakty z groźbami Chin, które zastanawiają się nad dywersyfikacją swoich rezerw, a która pośrednio sugerować będzie zmniejszenie zakupów amerykańskich papierów skarbowych, można się domyślać, że FED nie zdecyduje się na szybkie obniżki stóp procentowych, aby po prostu nie zniechęcić inwestorów.

Dzisiaj poza wspomnianymi wcześniej informacjami z amerykańskiego rynku nieruchomości o godz. 14:30 inwestorzy nie otrzymają wielu danych. Rynki będą przygotowywać się na zaplanowany na weekend szczyt G-20 w Melbourne, gdzie najpewniej padną słowa o zbyt silnym euro i słabym jenie, co może przełożyć się na zachowanie się tych walut na początku przyszłego tygodnia. Warto wspomnieć, że ostatnie dni przyniosły krytyczne wypowiedzi francuskiego premiera i prezydenta, którzy winą za siłę europejskiej waluty "obarczyli" także Europejski Bank Centralny. Wprawdzie jego przedstawiciele nie ulegają naciskom polityków, ale ostatnie dane o wzroście PKB i inflacji, mogą stać się pewnym argumentem dla tych, którzy uważają, że po grudniowej podwyżce kosztu pieniądza do 3,50 proc., ECB powinien powstrzymać się z kolejnymi posunięciami. Tyle, że do tej pory stanowisko jego przedstawicieli wciąż było dosyć "jastrzębie" i sugerowało dalsze podwyżki w 2007 r. - jednym z podnoszonych argumentów była kwestia rosnącej podaży pieniądza M3.

Zachowanie się rynku na wczorajszej sesji, pojawiające się "silne" argumenty ze strony FED, a także zbliżające się posiedzenie G-20 i pewna słabość rynku surowców, sugerują, że dolar ma szanse w najbliższym czasie odrobić poniesione ostatnio straty, chociaż będzie to tylko ruch korekcyjny. W przypadku EUR/USD okolice 1,2805 sugerowalibyśmy wykorzystywać do sprzedaży euro za dolary. Pierwszym celem dla tych pozycji będzie rejon 1,2750, a zlecenie obronne stop-loss można ustawić na 1,2835. Dzisiaj rano kurs EUR/USD wynosił 1,2790.

Sporządził:

Marek Rogalski

Główny analityk walutowy

Reklama
Reklama
Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama