Wczoraj naszą walutę wsparły optymistyczne dane dotyczące wzrostu PKB w III kwartale, który wyniósł 5,8 proc. r/r wobec oczekiwanych 5,5 proc. r/r. Na uwagę zasługuje 19,8 proc. r/r dynamika inwestycji i 6,1 proc. r/r wzrost popytu krajowego, co dobrze rokuje na przyszłość. W efekcie resort finansów podniósł prognozę tegorocznego wzrostu gospodarczego z 5,4 proc. r/r do 5,5 proc. r/r. Fakt, iż jego głównym motorem stały się inwestycje sprawia, iż nie ma presji, aby rewidować w górę oczekiwania inflacyjne, co zauważają także członkowie Rady Polityki Pieniężnej (poza zwyczajowo "jastrzębim" Dariuszem Filarem). W efekcie trudno liczyć na to, aby do podwyżki stóp procentowych doszło wcześniej niż w marcu 2007 r.
Patrząc długoterminowo pewien niepokój mogą wzbudzić wyniki najnowszego, zaskakującego sondażu przeprowadzonego przez TNS OBOP, które pokazały, że ponad 60 proc. Polaków opowiada się przeciwko wprowadzeniu euro. Może się, zatem okazać, iż przed referendum zaplanowanym wstępnie na 2010 r. będzie gorąco. To wszystko niefortunnie nakłada się na batalię, jaką nasz rząd prowadzi z Komisją Europejską, której zdaniem Polska zbyt wolno redukuje deficyt sektora finansów publicznych, a przeprowadzenie referendum będzie niezgodne z zapisami w traktacie. Nie wiadomo też, czy uda się przekonać unijnych urzędników do założeń nowego planu konwergencji, który zakłada, że deficyt spadnie w przyszłym roku do 3,4 proc. PKB, podczas kiedy zdaniem KE będzie to powyżej 4,0 proc. PKB.
W krótkim terminie nie widać na razie zagrożeń dla siły naszej waluty - tym samym notowania EUR/PLN powinny zmierzać w kierunku 3,80 zł, a USD/PLN 2,85 zł. Wsparciem mogą być słowa wiceministra finansów Piotra Soroczyńskiego, który spodziewa się w perspektywie 3 miesięcy spadku kursu EUR/PLN do 3,70 zł.
Rynek międzynarodowy:
Amerykański dolar nadal cały czas konsekwentnie traci w relacji do głównych walut, a dodatkowo nastroje pogarszają nienajlepsze dane makroekonomiczne z USA, które mogą sugerować, iż w perspektywie 6 miesięcy amerykańska Rezerwa Federalna będzie zmuszona do obniżenia stóp procentowych o 25 p.b. z obecnych 5,25 proc. Niewątpliwie oczekiwania te jeszcze bardziej się nasilą, jeżeli dzisiejszy odczyt listopadowego indeksu ISM w przemyśle, okaże się gorszy od prognozowanych 51,5 pkt. Skłaniać do tego mogą wczorajsze publikacje - spadek indeksu Chicago PMI obrazującego aktywność sektora wytwórczego w tym rejonie Stanów Zjednoczonych poniżej poziomu 50 pkt. (49,9 pkt.), czyli granicznego dla recesji, a także pogarszające się od kilku tygodni dane o cotygodniowym bezrobociu (wzrosło ono do 357 tys.). Po drugiej stronie są wskaźniki inflacyjne - zagregowany indeks PCE Core wyniósł w październiku 0,2 proc. m/m i 2,4 proc. r/r, czyli nie uległ zmianie. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza, że członkowie FED często to powtarzają i wcale nie sugerują, że za pół roku będą chcieli poluzować politykę monetarną. Niewykluczone, że więcej na ten temat dowiemy się dzisiaj o godz. 15:00, kiedy to zaplanowane zostało wystąpienie szefa FED, Bena Bernanke. Dzisiaj głos zabierze także wiceprezes FED, Donald Kohn i pozostałych 3 członków tego gremium.Po drugiej stronie "barykady" jest Europejski Bank Centralny ze swoim wybitnie "jastrzębim" podejściem do polityki monetarnej - planowana na 7 grudnia b.r. podwyżka stóp procentowych do 3,50 proc. jest przesądzona, a zdaniem członków ECB kolejne są dosyć prawdopodobne. Teoretycznie skłaniają do tego dane makroekonomiczne - opublikowane wczoraj informacje o wzroście PKB w III kwartale b.r. pokazały wzrost o 2,7 proc. r/r, a do góry zrewidowano figurę za poprzedni okres (do 2,8 proc. r/r). Do góry skoczyła także listopadowa inflacja HICP, której wstępne szacunki wyniosły 1,8 proc. r/r, odwracając tym spadkowy trend obserwowany od wakacji. Na wysokich poziomach utrzymały się także wskaźniki nastrojów sporządzane przez Komisję Europejską. Warto jednak pamiętać o tym, że zbyt mocne euro zacznie w końcu przekładać się na rentowność przedsiębiorstw, co zaczynają już zauważać inwestorzy operujący na giełdowych parkietach. Mocna waluta po części wyręcza także bank centralny, gdyż spełnia rolę antyinflacyjną - może się, zatem okazać, że 7 grudnia b.r. padną słowa mogące sugerować przynajmniej czasową przerwę w kolejnych podwyżkach. Do tego czasu zwyżki europejskiej waluty będą najpewniej się utrzymywać.