O godz. 9:39 za jedno euro płacono 3,8260 zł, a za dolara 2,88 zł, co odpowiadało 20,50 proc. odchylenia po mocnej stronie parytetu (wczoraj 21 proc.). Słabszy był także nasz region (kurs EUR/HUF wyraźnie przebił poziom 256), co może sugerować, iż część inwestorów zaczęła realizować zyski. Czynnikiem determinującym takie zachowanie mogą być także długo wyczekiwane dzisiejsze dane z amerykańskiego rynku pracy, przed publikacją, których zwyczajowo rośnie awersja do ryzyka. Znaczenie ma także fakt, że dzisiaj mamy piątek, a część inwestorów nie będzie chciała pozostawać z pozycjami na weekend, zwłaszcza w obliczu napiętej sytuacji politycznej w naszym kraju.
W dłuższym terminie, jak pokazuje nie tak całkiem daleka historia (czerwiec, czy wrzesień b.r.) tego typu polityczne wydarzenia stwarzały tylko dosyć korzystną okazję do zwiększenia zaangażowania w złotym. Fundamenty naszej gospodarki są rewelacyjne, a w całym regionie panuje pozytywny sentyment i dopóki to się nie zmieni, nie ma powodów, aby uważać, że rozpoczęte dzisiaj zamieszanie będzie początkiem kilkutygodniowego osłabienia złotego. Napływ funduszy unijnych, a także końcówka roku, kiedy to fundusze będą chciały wykazać się pozytywnymi wynikami będą dodatkowymi czynnikami przemawiającymi za siłą naszej waluty. Jedynym poważnym zagrożeniem są tylko istotne perturbacje w amerykańskiej gospodarce, które mogłyby nasilić obawy, co do wyraźniejszego spowolnienia globalnego tempa wzrostu - na to się jednak (jeszcze) nie zanosi.
Co na dzisiaj? Na rynek nie napłyną żadne informacje makroekonomiczne z Polski, tym samym na nastroje będzie wpływać polityka, a także publikacje z USA i zachowanie się EUR/USD. Inwestorzy będą obawiać się o losy koalicji, a przede wszystkim przyszłorocznego budżetu, które pojawią się, jeżeli PiS zdecyduje się na rząd mniejszościowy. Jeżeli jednak spojrzymy w przeszłość (sytuacja z SLD w 2004 r.), to niekoniecznie musi oznaczać wolę dążenia do wcześniejszych wyborów (sondaże dla partii Jarosława Kaczyńskiego nie są przecież korzystne). Tym samym sądzimy, że osłabienie złotego do poziomu 3,8450-3,85 zł za euro i 2,90-2,9250 zł za dolara w najbliższych dniach jest możliwe, po czym powinniśmy ponownie powrócić do długoterminowego trendu aprecjacyjnego naszej waluty. W krótkim terminie zakupy walut za złotówki wydają się słusznym posunięciem - korzystnymi poziomami są okolice 3,8250 zł za euro i 2,8750 zł za dolara.
Rynek międzynarodowy:
Czwartek przyniósł nieznaczne umocnienie się amerykańskiej waluty, co było widoczne na wszystkich głównych parach. Tendencja ta ma być szanse kontynuowana także dzisiaj, chociaż inwestorzy będą się wstrzymywać z decyzjami do czasu publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy o godz. 14:30. Oczekuje się, że w listopadzie przybyło od 100 do 110 tys. nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych, wobec 92 tys. w październiku. Oczekiwania inwestorów są, zatem dosyć "skromne", jeżeli weźmiemy pod uwagę prognozy niezależnej firmy ADP przedstawione w środę (158 tys.), czy fakt, iż w przy okazji październikowej publikacji dane za poprzednie miesiące były rewidowane do góry. Dodatkowo warto pamiętać o tym, że stopa bezrobocia w październiku spadła z 4,6 proc. do 4,4 proc. - obecnie oczekuje się jej odbicia do 4,5 proc. Oczywiście przeciwnicy tej tezy zwrócą uwagę na słabsze dane o cotygodniowym bezrobociu w ostatnich odczytach, czy pogorszenie się sytuacji w przemyśle obrazowane spadkiem indeksu ISM. Warto jednak pamiętać, że to usługi mają dominujący wpływ na rynek pracy, a wskaźnik ten w listopadzie nieoczekiwanie wzrósł do 58,9 pkt.